Tatiana Tinuleac
Lato, gdy mama miała zielone oczy
Tatiana Tinuleac Lato, gdy mama miała zielone oczy Książkowe klimaty

Ile gniewu może pomieścić w sobie jeden człowiek? Historia Aleksego dowodzi, że można być nim całkowicie wypełnionym.

REKLAMA
Dorosły, nieco ekscentryczny, ale wzięty pisarz opowiada historię swego życia, a raczej epizod niezapomnianego lata spędzonego z nielubianą matką. Jako nastolatek nasz bohater nie cierpiał swej rodziny. Przepełniała go złość. Na ojca, bo ten porzucił rodzinę i wszedł w nowy związek. Na matkę, bo ta wyróżniała się ubiorem, fryzurą i zachowaniem. Wreszcie na innych ludzi, żeby zagłuszyć stratę spowodowaną śmiercią siostry. Ktoś taki nazywany jest typem aspołecznym lub niebezpiecznym dla otoczenia szaleńcem. To lato miało jedna zmienić wszystko. Wystarczyło kilka tygodni, by nasz bohater zrozumiał swoją matkę, by ją poznał i w sposób pełny zaakceptował. Wszak gniew, strach i niechęć mają swoje źródło w braku zrozumienia. Ale to lato oznaczało jednocześnie bezpowrotną utratę czegoś, co zabolało bardziej niż późniejsze kalectwo.
Tatiana Tinuleac napisała książkę, która jest mocna nie przez swoją fabułę, ale sposób wyrażania myśli. Autorka już od pierwszej strony częstuje nas wulkanem emocji i nie przestaje tego robić aż do ostatniej kropki. Te emocje przechodzą na czytelnika. Utożsamiamy się w czasie lektury z naszym bohaterem i wraz z nim odczuwamy gniew, niechęć, obawy i ból. Przestaje nas razić fakt, że część wątków jest zaledwie naszkicowana. Ich ważność podkreślają emocje, też naszkicowane, jakby stanowiły jedynie tło tego, co naprawdę ważne. Jest więc ta książka opowieścią o prawdziwej stracie, prawdziwym nieszczęściu i bólu.
A tylko ból, tylko trauma są naprawdę prawdziwa. Pamiętajmy o tym.