
W hrabstwie Karnes w Teksasie istnieje osada o nazwie Panna Maria. Używa się tu jeszcze specyficznej, dziewiętnastowiecznej gwary śląskiej. Nic dziwnego, przodkowie mieszkańców tej małej osady porzucili rodzinną Płużnicę na Opolszczyźnie, by za wielką wodą szukać swej ziemi obiecanej. Ich historię opowiada nam Michael Sowa.
REKLAMA
Cała historia zaczęła się od listów, które pochodzący ze Śląska Franciszkanin wysyłał do swojej rodziny. Wizja miejsca gdzie ziemi jest dużo a branki do wojska nie ma przemawiały do jego rodaków. Szybko okazało się, że nie tylko rodzina ojca Moczygemby, ale cała wieś Płużnica postanowiła przenieść się do upragnionego raju. Oczywiście na miejscu okazało się, że nie jest to raj na ziemi, że i tu trzeba ciężko pracować na kawałek chleba. Tę historię z iście gawędziarską swadą opisuje Michael Sowa. Pełna humoru książka pokazuje z jednej strony realia życia w dziewiętnastowiecznej Polsce, odwieczne pragnienie polepszenia losu dla swych dzieci i wnuków, a także stare jak świat pragnienie kobiety by w świecie zdominowanym przez mężczyzn, nie być tylko uroczym dodatkiem. Słowem jest to lektura, która trafi do każdego czytelnika, bez względu na wiek, płeć czy polityczne sympatie. Opisuje bowiem pragnienia uniwersalne, ponadczasowe, pragnienia każdego rodzica, każdej kobiety i każdego mężczyzny. Naprawa, polepszenie świata. Oto nasz cel. I sam koniec książki jest nad wyraz optymistyczny. Praca, jej efekty, usamodzielnienie się jednej z bohaterek. Zabrakło tylko w tym happy endzie gniewu teksaskich Ślązaków na Moczygembę, który ich zdaniem oszukał przybyszy.
Ale to już inna historia.
