
REKLAMA
W Whistle Stop, w stanie Alabama, życie płynie spokojnie. Świat miasteczka skupiony jest wokół lokalnej restauracji, do której każdy może przyjść i dla każdego znajdzie się miejsca, niezależnie od jego problemów, wyznania czy koloru skóry.
Pewne rzeczy i ludzie pozostają niezmienne niezależnie od upływu czasu. Tak jest i z mieszkańcami Whistle Stop, nieważne, czy człowiek znajdzie się tam w lat 30., 80. czy w 90. Miasteczko się zmienia, ale ludzie i więzi między nimi są silne tak, jak zawsze. Nawet jeśli po najlepszych w stanie smażonych zielonych pomidorach pozostało jedynie miłe wspomnienie, to przyjaźnie uformowane w restauracji przetrwały.
“Smażone zielone pomidory” jest pozycją kultową. To historia powszechnie znana - czy to z książki Fannie Flagg, czy to z udanej i ogólnie lubianej ekranizacji filmowej. Dlatego też informacja o powstałej ponad trzydzieści lat po książce kontynuacji mogła budzić dwojakie reakcje. Z jednej strony zadowolenie fanów, z drugiej - pewną obawę, czy przypadkiem “Powrót do Whistle Stop” (bowiem tak nazywa się tom drugi) nie zniszczy oryginału, nie zatrze dobrych wspomnień, czy dotrzyma kroku “Smażonym zielonym pomidorom”... Słowem, czy ta wycieczka sentymentalna będzie tego warta.
Można uznać, że tak. Z pewnością zadowoliła fanów oryginału, którzy przychylnie się wypowiadają. Fabularnie bowiem choć jest wycieczką Buda Threadgoode’a śladami swojej mamy, jej przyjaciółki i mieszkańców miasteczka, to sporo miejsca Fannie Flagg osadziła jednak w przeszłości (latach 30., 60. czy 80.), dzięki czemu udało jej się zachować charakter czy też brzmienie vintage oryginału.
“Powrót do Whistle Stop” świetnie powiela to, co udało się oryginałowi, także w warstwie emocjonalnej. Jest słodko-gorzka, pełna ciepła i dobra, ale także przygnębiająca. Ta gorzkość jest oczywista z powodu samego założenia fabularnego. Przeskoki czasowe (aż do XXI wieku) wymuszają uśmiercenie części znanych i ukochanych bohaterów. Uwzględnianie bliższej czytelnikom współczesności wymusza także uśmiercenie miasteczka, które stało się jedną z ofiar dynamicznego rozwoju wielkich miast. To wszystko sprawia, że “Powrót do Whistle Stop” z konieczności uderza w pewne gorzkie tony. Trzeba jednak przyznać, że Fannie Flagg umie sterować emocjami czytelników i zgrabnie manewruje między kolejnymi liniami czasowymi, by zbytnio nie przygnębić odbiorców. Momentami sprawia to co prawda, że historia jest chaotyczna, niemal tak jak oryginał, ale to wrażenie szybko przechodzi.
Choć “Smażone zielone pomidory” stanowią pewną zamkniętą całość i zdecydowanie radzi sobie jako pojedyncza książka, to “Powrót do Whistle Stop” jest miłym, choć smutnym dopełnieniem. Z pewnością jest pozycją konieczną dla fanów, ale głównie tym, którzy są gotowi na pewne gorzkie refleksje związane z upływem czasu.
Marta Kraszewska
Marta Kraszewska
