
Deep South. Głębokie Południe. Część kraju tak różna od pozostałych. Smutne, a jednocześnie kulturowo tak wspaniałe. Właśnie tu, nad brzegami Missisipi żyje dwóch braci bliźniaków, w równym stopniu podobnych do siebie, jak i różnych. Poznajmy ich. Oto Christophe i Joshua.
REKLAMA
Deep South odbudowuje się po Kartinie, zniszczenia są jednak zbyt duże, by i tak już biedny, zapóźniony ekonomicznie region, nie tylko wrócił do swej dawnej kondycji, ale też stworzył odpowiednią przyszłość dla młodych, wchodzących w życie ludzi. Kraj nieograniczonych możliwości, kraj pionierów okazał swą słabość, mocarstwo światowe nie potrafiło zapewnić swym obywatelom odrobiny godziwego życia. Poznajemy to współczesne południe, tylko trochę różniące od tego już nam znanego, opiewanego choćby przez Erskine Caldwella. Nie ma już Ku Klux Klanu, różnice rasowe, wprawdzie istniejące, nie mają już takiego znaczenia, posiadanie samochodu jest czymś powszechnym, niezmienne pozostało jedno. Poczucie beznadziei. Dwójka wspomnianych już bliźniaków próbuje znaleźć sobie miejsce w życiu. Wprawdzie słyszeli o pracy nieco dalej, kilkadziesiąt kilometrów od domu, jednak poczucie obowiązku, konieczność zapewnienia opieki niewidomej babci, wyklucza przeprowadzkę, a nawet dojazdy. Wprawdzie jeden z braci w końcu znajduje pracę, drugi jednak zostaje dealerem narkotyków.
Jesmyn Ward napisała książkę o tej Ameryce, w której się wychowała. Ameryce znanej jej nie z opowieści, ale codzienności. To książka aż do bólu prawdziwa, wymagająca jednak sporego skupienia, to podróż przez Missisipi, w której przewodnikiem jest autorka, decydująca gdzie będzie przystanek, gdzie przyspieszymy i co będzie nam dane oglądać. To napisana precyzyjnie proza, niczym wyśmienite danie, przygotowane z pietyzmem. Tylko usiąść, delektować się każdym zdaniem, każdym opisem, wreszcie każdym gestem obu naszych bohaterów. Każdy szczegół ma tu znaczenie, a każde zdanie mówi nam, że zakończenie tej książki zmusi nas do długiego myślenia nad tym, co tak naprawdę jest ważne.
Czytajmy
