Amos Oz
Czarna skrzynka
Amos Oz Czarna skrzynka Dom wydawniczy Rebis

Zdarza się, że wielka miłość odchodzi w dal, że ludzie dotąd bliscy, stają się nagle sobie obcy, a miejsce ciepłych uczuć zajmuje otwarta wrogość. I cudu tylko trzeba, by na nowo ludzie ci zaczęli ze sobą rozmawiać.

REKLAMA
Tak właśnie stało się z małżeństwem Aleksandra i Ilany. Klasyka rozpadu małżeńskiego- niewierność, rozwód, brak zgody na badanie ojcostwa, wreszcie długie milczenie. Zbyt wiele murów, by ta dwójka znowu mogła się zacząć ze sobą rozmawiać. A jednak problemy z synem skłoniły kobietę, by ta napisała do swego ex męża. Każdy, rozsądny i ceniący swój spokój, mężczyzna wyrzuciłby ten list po przeczytaniu pierwszego zdania, lub nazwiska adresata, jednak nasz Aleks to profesor uniwersytecki, intelektualista, a tacy zazwyczaj wpadają w sidła losu. Nasza para nawiązuje ze sobą kontakt nie dostrzegając, że prawdziwe korzyści z wymiany korespondencji, czerpie drugi mąż Ilany, człowiek cyniczny, skłaniający się ku prawicy i ortodoksji, zwolennik Wielkiego Izraela. Obecność Michela, bo o nim mowa, sprawia, ze książka nie jest ckliwą opowieścią o ludziach, którzy po latach rozłąki potrafią na nowo zbliżyć się do siebie.
Żeby zrozumieć Czarną skrzynkę musimy pamiętać, że książka ta powstała w połowie lat osiemdziesiątych. Ówczesny Izrael nie doświadczył jeszcze intifady, muru, osiedla na Zachodnim Brzegu nie stanowiły aż tak wielkiego problemu, a scena polityczna była względnie ustabilizowana. I chyba tylko uważny czytelnik dostrzeże zapowiedź zamachu w Grocie Praojców. Ta książka to groźne ostrzeżenie przeciw tym, którzy lekceważyli partię Kach. Urosną w siłę, zdaje się mówić Oz, to cyniczni fanatycy, zajmujący przyczółki, których nigdy nie porzucą, wzmocnią je by iść naprzód. I każdy z nas jest bezradny wobec nich. Zarówno zwykli ludzie, jak i intelektualna elita.
Gorzkie, ale prawdziwe ostrzeżenie. I nie tylko dla Izraela