
Auschwitz nie spadło z nieba. Te słowa Mariana Turskiego nabierają nowego znaczenia p przeczytaniu książki Gotza Aly`ego.
REKLAMA
Właściwie to w książce tej nie znalazłem niczego nowego. Wszystko to zostało już kiedyś opisane, czy to przez Goldhagena, czy przez innych badaczy historii Holokaustu. Nienawiść do Żydów to swoista spuścizna zarówno chrześcijańskiej jak i europejskiej kultury, przemysłowa wręcz eksterminacja mogła się odbyć jedynie w społecznościach nie tylko przygotowanych wieloletnią nienawiścią, czy niechęcią, ale też w warunkach nowoczesnej organizacji produkcji, której etapy podzielone zostały na wiele drobnych czynności uniemożliwiającej jednoznaczne stwierdzenie wyrobu gotowego, celu. Pod tym nieco technicznym stwierdzeniem kryje się jednak ogrom strachu, bólu, doskwierającego głodu czy dławienia trującym gazem. Gotz Aly nie napisał dla mnie niczego nowego. A jednak książka ta jest potrzebna i nie tylko po to, by odebrać nam wszystkim samozadowolenie, by uświadomić sobie, że obojętność mas jest też ich winą, a każdy z nas w sprzyjających warunkach stać się może katem lub podłym cynikiem, wykorzystującym okazję do szybkiego wzbogacenia się, ale też po to, by zatrzeć nimb „raju utraconego”, świata sprzed Holokaustu, którym zapełniane są nie tylko nasze podręczniki, ale nawet relacje Ocalonych.
Gotz Aly rozpoczął opis antyżydowskiej historii Europy od roku 1880. Właściwie to mógłby wybrać zupełnie inną datę bez szkody dla treści. Antysemickie głosy wyrażał choćby Marcin Luter, co dla wielu badaczy jest powodem, dla którego pogrom Nocy Kryształowej nastąpił właśnie w rocznicę jego urodzin, czy też wygnania ostatnich Żydów z Hiszpanii przez Izabelę Kastylijską. Można wic uznać tę datę początkową za dość umowną, co do jednak daty końcowej, roku 1945, powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Demony antysemityzmu, ksenofobii czy nienawiści nie zostały wyeliminowane, drzemią wśród nas i wystarczy tylko sprzyjających okoliczności, by wybuchły na nowo. Omawiając sześćdziesiąt lat historii nienawiści, Gotz Aly przemierza całą Europę dowodząc, że antysemickie prawa i pogromy nie były niczym wyjątkowym. Wyjątkiem można by określić jedynie dążenie do przyznania Żydom równych praw. Również postawy wobec procesu zagłady były w całej Europie dość podobne. Milcząca większość, obojętna na losy ludzkie, oraz dwa bieguny- kolaboracji i bohaterstwa. Tam, gdzie elity władzy, autorytety moralne, czy Kościół, skłaniał się ku biegunowi bohaterstwa, notowano ponadprzeciętnie wielu uratowanych. Sama książka nie zawiera jednak moralnych ocen. Gotz Aly zdając sobie sprawę z tego, iż jako naukowiec niemiecki, może być podejrzewany o chęć umniejszania niemieckiego wkładu w Zagładę, podkreśla w swej książce, przy każdej okazji, niemieckie sprawstwo, zarówno kierownicze, jak i wykonawcze, oraz unika ocen postaw społeczności europejskich, pozostawiając tym samym rolę sędziego czytelnikowi.
A my, czytając tę książkę kilkanaście dni po spaleniu kopii Statutu Kaliskiego i będąc świadkami codziennej odhumanizującej nagonki na uchodźców, zastanawiamy się nad jednym. Quo vadis, Europo?
