Leonardo Padura
Człowiek, który kochał psy
Leonardo Padura Człowiek, który kochał psy Noir sur Blanc

Poznajmy Ivana, pisarza, który przeżywając kryzys twórczy, spotyka na swej drodze tajemniczego mężczyznę, posiadacza dwóch chartów rosyjskich. Dziwni to towarzysze dla kogoś, kto przechadza się plażą w Hawanie i to właśnie one powodują, że nasz pisarz usłyszał spowiedź życia mordercy.

REKLAMA
Chyba każdy z nas słyszał nazwisko Trockiego. Architekt terroru wojny domowej, a jednocześnie charyzmatyczny przywódca, który w ramach wyróżnienia odznaczających się odwagą żołnierzy, potrafił opróżnić własne kieszenie, pozbawić się zegarka i pistoletu. Od wielu lat historycy zastanawiają się nad tym jak wyglądałaby historia Związku Radzieckiego, Europy, wreszcie całego świata, gdyby to Trocki przejął pełnię władzy w sowieckim Imperium. Nazwisko drugiego bohatera nie jest jednak wszystkim znane. A to właśnie on, Ramon Mercader, był tym, który zarąbał czekanem Trockiego. Ta dwójka, obok niespełnionego pisarza, Ivana, będzie nam towarzyszyć przez przeszło sześćset stron tej książki. Z jednej strony mamy polityka i politycznego wygnańca, człowieka, którego nie chce przyjąć żaden kraj na świecie, z drugiej bohaterskiego i ideowego niegdyś żołnierza, którego ktoś wybrał na wykonawcę jednego zadania- okrutnego i bezwzględnego mordu. Czytając podobne opowieści porządkujemy sobie przedstawioną rzeczywistość dwubiegunowo. Podział na dobro i zło pomaga nam w samookreśleniu, łatwiej nam wydawać osądy, łatwiej też wybrać sobie bohatera, z którym możemy się utożsamić. Ten zabieg nie przejdzie jednak u Padury. Tu nic do końca nie będzie oczywiste, tu nie ma podziału na dobro i zło. Padura opisuje prawdziwe życie, pełne wyborów, zakrętów, wad i słabości. Autor pokazuje człowieka pełnego słabości i podłości, człowieka zdolnego, pod wpływem motywacji, do każdej podłości i okrucieństwa. A jednak nawet ktoś taki zdolny jest kochać zwierzęta, troszczyć się o nie, rozpaczać, kiedy odchodzą. Cóż, zło absolutne, podobnie jak nieskończone dobro, nie istnieje w realnym świecie, w każdym z nas jest choć niewielki pierwiastek jednej z tych skrajności. Tak więc osąd jest niemożliwy, tak samo traktujemy Trockiego, jak i jego mordercę, nie potępiamy, ale tez nie żałujemy, przez co zaczynamy podejrzewać Leonardo Padurę, iż zastawił na nas sidła. Tak, ta książka nie jest opowieścią o Trockim, Mercaderze, czy nawet Ivanie. To osobisty sąd Autora nad komunizmem, systemem, w którym kat jest jednocześnie ofiarą. Może tylko o tym jeszcze nie wie, a kiedy się dowie, będzie już za późno, by zmienić swą drogę, by zrezygnować z hańbiącej roli kata, szanować swe życie i nie poświęcać go dla żadnej idei.
Bo czy nie przestrzegał nas już przed tym Brassens? Ponieśmy za ideę śmierć, ale nie zaraz….. a tak poważnie, to powinniśmy wszystkim wielkim tego świata, którzy wymagają od nas ofiar, by szli do diabła, a wcześniej dali nam osobisty przykład.