
Poznajmy Ivana, pisarza, który przeżywając kryzys twórczy, spotyka na swej drodze tajemniczego mężczyznę, posiadacza dwóch chartów rosyjskich. Dziwni to towarzysze dla kogoś, kto przechadza się plażą w Hawanie i to właśnie one powodują, że nasz pisarz usłyszał spowiedź życia mordercy.
REKLAMA
Chyba każdy z nas słyszał nazwisko Trockiego. Architekt terroru wojny domowej, a jednocześnie charyzmatyczny przywódca, który w ramach wyróżnienia odznaczających się odwagą żołnierzy, potrafił opróżnić własne kieszenie, pozbawić się zegarka i pistoletu. Od wielu lat historycy zastanawiają się nad tym jak wyglądałaby historia Związku Radzieckiego, Europy, wreszcie całego świata, gdyby to Trocki przejął pełnię władzy w sowieckim Imperium. Nazwisko drugiego bohatera nie jest jednak wszystkim znane. A to właśnie on, Ramon Mercader, był tym, który zarąbał czekanem Trockiego. Ta dwójka, obok niespełnionego pisarza, Ivana, będzie nam towarzyszyć przez przeszło sześćset stron tej książki. Z jednej strony mamy polityka i politycznego wygnańca, człowieka, którego nie chce przyjąć żaden kraj na świecie, z drugiej bohaterskiego i ideowego niegdyś żołnierza, którego ktoś wybrał na wykonawcę jednego zadania- okrutnego i bezwzględnego mordu. Czytając podobne opowieści porządkujemy sobie przedstawioną rzeczywistość dwubiegunowo. Podział na dobro i zło pomaga nam w samookreśleniu, łatwiej nam wydawać osądy, łatwiej też wybrać sobie bohatera, z którym możemy się utożsamić. Ten zabieg nie przejdzie jednak u Padury. Tu nic do końca nie będzie oczywiste, tu nie ma podziału na dobro i zło. Padura opisuje prawdziwe życie, pełne wyborów, zakrętów, wad i słabości. Autor pokazuje człowieka pełnego słabości i podłości, człowieka zdolnego, pod wpływem motywacji, do każdej podłości i okrucieństwa. A jednak nawet ktoś taki zdolny jest kochać zwierzęta, troszczyć się o nie, rozpaczać, kiedy odchodzą. Cóż, zło absolutne, podobnie jak nieskończone dobro, nie istnieje w realnym świecie, w każdym z nas jest choć niewielki pierwiastek jednej z tych skrajności. Tak więc osąd jest niemożliwy, tak samo traktujemy Trockiego, jak i jego mordercę, nie potępiamy, ale tez nie żałujemy, przez co zaczynamy podejrzewać Leonardo Padurę, iż zastawił na nas sidła. Tak, ta książka nie jest opowieścią o Trockim, Mercaderze, czy nawet Ivanie. To osobisty sąd Autora nad komunizmem, systemem, w którym kat jest jednocześnie ofiarą. Może tylko o tym jeszcze nie wie, a kiedy się dowie, będzie już za późno, by zmienić swą drogę, by zrezygnować z hańbiącej roli kata, szanować swe życie i nie poświęcać go dla żadnej idei.
Bo czy nie przestrzegał nas już przed tym Brassens? Ponieśmy za ideę śmierć, ale nie zaraz….. a tak poważnie, to powinniśmy wszystkim wielkim tego świata, którzy wymagają od nas ofiar, by szli do diabła, a wcześniej dali nam osobisty przykład.
