
Wojną, patriotyzmem, rozkazem i poczuciem zagrożenia wytłumaczyć można popełnienie każdej niesprawiedliwości i podłości. Dziwnym jest tylko, że tak wielu przyjmuje to tłumaczenie za wiarygodne, że tak niewielu zastanawia się nad tym, czy mit niewinnego narodu nie jest kłamstwem.
REKLAMA
Każdego, kto sięgnie po tę książkę ostrzegam- ta lektura nie będzie łatwa. Pozostawi kaca moralnego i wiele pytań dotyczących postaw przodków w czasie II wojny światowej, ich wyborów w czasach, kiedy bohaterstwem było pozostanie człowiekiem przez duże C. Przekazy wspomnieniowe z tych czasów nie pozostawiają złudzeń. Nie da się powiedzieć, że jedna grupa społeczna wypadła w egzaminie z człowieczeństwa lepiej od drugiej. Podziału takiego trudno jest szukać w sympatiach politycznych, co z kolei daje pretekst różnej maści populistów do wyszukiwania "rodzynek w cieście" i przedstawiania ich jako obowiązującą w danych środowiskach normę zachowań. Jak wyglądała więc historyczna prawda?
Na podstawie ogólnodostępnych relacji i akt procesowych Autorka próbuje naszkicować portret tych, którzy nie dostrzegli w swych dawnych sąsiadach ludzi. Tych, dla których bezbronność jednej osoby dawała okazję do wzbogacenia się, popełnienia bezkarnego mordu, wreszcie dla tych, którzy przyjęli cudzy sposób rozumowania za swój, widząc np w małym dziecku groźnego aparatczyka komunistycznego, lub kogoś kto pije krew polską. W zachowaniu tłumów i tytułowych okrzykach pogromowych Autorka znajduje wspólny mechanizm rozumowania ludzi biorących udział w czynach niegodnych, w mordowaniu i wykorzystywaniu bezbronnych, w rabowaniu czy też zwykłych pogromowych zamieszkach ulicznych. Tym, co ich charakteryzowało było poczucie krzywdy wraz z odpowiednim ubraniem tejże w ideologię. Mogło to być burżuazyjno kapitalistyczne pochodzenie, praca w aparacie państwowym lub partyjnym uniemożliwiająca zrobienie w nim kariery przez "prawdziwych Polaków", wreszcie mit żydokomuny oraz, jak w przypadku pogromu kieleckiego, mit pozyskiwania krwi chrześcijańskiej na mace. Jeśli uświadomimy sobie, iż poddanie wojskowej dyscyplinie nie chroniło przed zachowaniami pogromowymi, jeśli uświadomimy sobie mordy, jakie popełnili żołnierze oddziału Świt lub oddziału Wybranieckich na ukrywających się Żydach, to nasz kac moralny może się tylko spotęgować.
Joanny Toakrskiej-Bakir nie można zaszufladkować tak, jak szufladkuje się np Jana Tomasza Grossa. Nie można o niej powiedzieć, że mija się z prawdą, że przedstawia wydarzenia w sposób nieprawdziwy. Dlatego walczący z tym, co pisze przyjmują jedną z metod najłatwiejszych. Ignorują to, co napisze. Taka postawa prowadzi tylko do utwierdzenia samego siebie w fałszywym poczuciu, że mieszkańcy Polski zdali egzamin w najtrudniejszych chwilach naszej historii. Postępowanie takie ma sens równy postępowaniu chorego, który po wyrzuceniu termometru jest przekonany, że spadła mu gorączka.
Na podstawie ogólnodostępnych relacji i akt procesowych Autorka próbuje naszkicować portret tych, którzy nie dostrzegli w swych dawnych sąsiadach ludzi. Tych, dla których bezbronność jednej osoby dawała okazję do wzbogacenia się, popełnienia bezkarnego mordu, wreszcie dla tych, którzy przyjęli cudzy sposób rozumowania za swój, widząc np w małym dziecku groźnego aparatczyka komunistycznego, lub kogoś kto pije krew polską. W zachowaniu tłumów i tytułowych okrzykach pogromowych Autorka znajduje wspólny mechanizm rozumowania ludzi biorących udział w czynach niegodnych, w mordowaniu i wykorzystywaniu bezbronnych, w rabowaniu czy też zwykłych pogromowych zamieszkach ulicznych. Tym, co ich charakteryzowało było poczucie krzywdy wraz z odpowiednim ubraniem tejże w ideologię. Mogło to być burżuazyjno kapitalistyczne pochodzenie, praca w aparacie państwowym lub partyjnym uniemożliwiająca zrobienie w nim kariery przez "prawdziwych Polaków", wreszcie mit żydokomuny oraz, jak w przypadku pogromu kieleckiego, mit pozyskiwania krwi chrześcijańskiej na mace. Jeśli uświadomimy sobie, iż poddanie wojskowej dyscyplinie nie chroniło przed zachowaniami pogromowymi, jeśli uświadomimy sobie mordy, jakie popełnili żołnierze oddziału Świt lub oddziału Wybranieckich na ukrywających się Żydach, to nasz kac moralny może się tylko spotęgować.
Joanny Toakrskiej-Bakir nie można zaszufladkować tak, jak szufladkuje się np Jana Tomasza Grossa. Nie można o niej powiedzieć, że mija się z prawdą, że przedstawia wydarzenia w sposób nieprawdziwy. Dlatego walczący z tym, co pisze przyjmują jedną z metod najłatwiejszych. Ignorują to, co napisze. Taka postawa prowadzi tylko do utwierdzenia samego siebie w fałszywym poczuciu, że mieszkańcy Polski zdali egzamin w najtrudniejszych chwilach naszej historii. Postępowanie takie ma sens równy postępowaniu chorego, który po wyrzuceniu termometru jest przekonany, że spadła mu gorączka.
