Patrick Leigh Fermor
Czas drogi
Patrick Leigh Fermor Czas drogi Wydawnictwo Książkowe Klimaty

Do wędrówki wystarczy tak niewiele. Mocne buty, ciepła i wygodna odzież, plecak zawierający niezbędne rzeczy, kij, by się podpierać i determinacja, by osiągnąć cel.

REKLAMA
Nasza historia zaczyna się w ostatnich dniach 1933 roku. Za kilka lat ówczesny świat zniknie. Wojna, która wtedy wybuchnie na zawsze zmieni oblicze nie tylko Europy, ale i całego świata. Przeczuwając to młody Anglik postanawia wyruszyć w podróż do Konstantynopola, podróż o tyle osobliwą, że do stolicy upadającego Imperium Osmańskiego nasz bohater postanawia dojść piechotą. Holandia, Niemcy, Austria i Czechosłowacja. To tylko część drogi opisanej w pierwszym tomie odtworzonych po latach wspomnień. Te spisane po drodze, na gorąco, nie przetrwały bowiem próby czasu, niemniej jednak proces rekonstrukcji, konieczność spisania ich na nowo dało książce urok gawędy wspomnieniowej, niepowtarzalny, zachwycający. Wróćmy jednak do samej książki. Miejsca, ludzie i wrażenia. Wspólny mianownik każdej włóczęgi, podrasowany lokalnymi smakami pozostawia wspomnienia na całe życie. Kurcze, Patrick, zazdroszczę Ci tej włóczęgi przez Europę.
Nie ukrywam, że jako czytelnika i miłośnika historii najnowszej, najbardziej interesowała mnie niemiecka część podróży. Wszak Niemcy po pierwszym roku władzy nazistów, zmiana mentalności mieszkańców atakowanych w każdej strony wewnętrzną propagandą, Niemcy kilka miesięcy po oficjalnym otwarciu obozu koncentracyjnego w Dachau, muszą zainteresować miłośnika historii. Tymczasem Autor, późniejszy bohater wojenny, nie wspomina ówczesnych Niemiec źle. Witany raczej przyjaźnie, poza kilkoma incydentami nie doświadczył wrogości zwykłych Niemców. A jednak pomiędzy słowami wyczuwamy smutek. Ten świat odejdzie, rodzi się nacjonalizm, ten sam, który za kilka lat zmusi ludzi do porzucenia domów, nastawi przeciw sobie sąsiadów, zmusi zwykłych ludzi do zmiany nazwisk i imion, ukrywania własnych myśli. Zmusi do wewnętrznej emigracji. Tymczasem jednak bal trwa, a ja nie mogę się pozbyć uczucia zazdrości, które mnie ogarnęło na myśl o prezencie, który Autor otrzymał od barona Pipsa. Dwufuntowa puszka Capstana.. to jest to…
Na razie jednak liczę, że wydawca szybko wypuści na rynek ciąg dalszy relacji Fermora