Hubert Fryc
Sztuka noszenia masek
Hubert Fryc Sztuka noszenia masek Wydawnictwo Janka

Przeszłość ciągniesz u stóp jak umarłą duszyczkę. Od urodzenia aż po grób. Wleczesz truchło, przytroczone do kostek. To więzienna kula wypolerowana na błysk. Kroki ważą swoje. Idziesz. Ale jakbyś stał w miejscu.

REKLAMA
Nie sposób dobrać bardziej ponurych słów, by wprowadzić czytelnika w narrację książki. Krótkie, przerywane zdania narzucają nam emocje, od których nie uwolnimy się do końca lektury. Mamy oto historię bezbronnego, skazanego na życie w brutalnym, pozbawionym miłości otoczeniu. Mamy chłopca, który dość szybko staje się cynicznym, twardym mężczyzną. Mamy wreszcie chłopca, cierpiącego z powodu zimna, fizycznego symbolu samotności. Nasz bohater, narrator powieści odkrywa wcześnie, że każdy człowiek buduje własny image, zakłada maskę, by nikt nie poznał jego słabości. Zdradzenie się ze słabościami kosztuje bowiem wiele. Utrata pozycji, poczucia siły, życie w stałym zagrożeniu. Chłopiec staje się nagle mężczyzną, który nie zaznawszy ciepła, nie może nikogo nim obdarować, staje się emocjonalnym wampirem wysysającym z innych ciepło i dobroć. Wreszcie staje się mężczyzną, który chciałby być diametralnie różnym od tego, który dał mu życie, jednak wewnętrzne przekonanie o spuściźnie przodków ciągnie go w dół, w otchłań. A na samym dnie nawet słowa wyrzucane w przestrzeń kart brulionu nie dają pocieszenia.
Hubercie Frycu, zaimponowałeś mi. Zniewoliłeś mnie, starego zblazowanego czytelnika na kilka godzin poświęconych lekturze Twej książki i siedziałeś w mojej głowie przez wiele dni. Dopiero kiedy wyszedłeś z niej zacząłem zastanawiać się na ile oddałeś narratorowi samego siebie, marząc jednocześnie, by wykreowany bohater nie miał z Tobą nic wspólnego. Oznaczałoby to bowiem, iż byłeś w stanie wyobrazić sobie i stworzyć wewnętrzny, pełen smutku, samotności i beznadziei świat, świat, którego nikt nie chciałby doświadczyć. I pisząc te słowa wierzę, że to tylko wytwór genialnej wyobraźni, która pozwoliła oddać tę beznadzieję, przerażającą, bowiem zmierzającą w stronę autodestrukcji, z której zawrócić może tylko cud. Wierzę też głęboko, że niedługo obdarzysz nas, czytelników, czymś diametralnie różnym, pozwalającym nam uwierzyć w piękno, to samo, którego tak brakuje w Sztuce….
Pisz, proszę Cię…