
Bukowski poeta czy Bukowski prozaik? Który z nich był pierwszy? Na to pytanie, postawione w słowie końcowym tego zbioru poezji, nikt chyba nie odpowie.
REKLAMA
Wybór wierszy z prawie 20 lat życia Charlesa Bukowskiego. Samo to zdanie budzi szacunek u tych, którzy przeżywają trwający od dawna renesans twórczości piewcy dołów społecznych. Bukowski należał bowiem do tych ludzi, na widok których odwrócilibyśmy się z niesmakiem, a nawet pogardą, na ulicy. Wiecznie głodny i pragnący miłości, swobody i ciepła poeta topił swój głód w alkoholu, a swoje pragnienia wyrzucał na papier w czasie nocnego pisania, tego w chmurze dymu z tanich cygar i oparach alkoholu. Wydawać by się mogło, że swych wierszy Bukowski nigdy nie poprawiał, że czytamy pierwotną myśl autora. Oczywiście nikt z nas nie potrafi jednoznacznie potwierdzić lub zaprzeczyć tej tezie, choć dla mitu poety dołów i piewcy brudów społecznych teza ta jest bardzo wygodna.
Już w drugim wierszu z tego zbioru Buk ujawnia swój manifest poetycki. Wiersze, pisane tylko w jednym egzemplarzu, są dla niego zbyt cenne, by je tracić, choć nawet dla samego poety nie mają wartości ogólnoludzkiego dziedzictwa. Nie jestem Szekspirem, podkreśla w tym wierszu, jednak utracone 12 wierszy są dla piszącego cenniejsze niż 50 dolarów czy lewa ręka, nawet jeśli opisują pijaną Alice, tę od słoika dżemu figowego. Pewnym zaskoczeniem jest brak ewolucji poezji Bukowskiego. W zbiorze nie znajdziemy mniej lub bardziej dojrzałych wierszy. Ta statyczność jego poezji może być dowodem potwierdzającym tezę, że zaczął on pisać już jako poeta dojrzały i utrzymał ten poziom do samego końca. Najlepszym jednak w wierszach Bukowskiego jest to, żee nie da się ich opowiedzieć, streścić. Trzeba je po prostu przeczytać.
I często do nich wracać.
