
Europa stoi na rozdrożu. Wielcy świata tego lansują tezę o nieuchronnym konflikcie cywilizacyjnym. Konflikt ten według niektórych miałby charakter wojny religijnej, według innych zaś wojną biednych z bogatymi. Nie można oprzeć się wrażeniu, iż dywagacje te wywołać mają syndrom oblężonej twierdzy i wymóc zgodę na ograniczenie wolności osobistej, a także na wydatkowanie coraz wyższych sum na ułudę bezpieczeństwa. Europa bowiem nie zdecydowała się jeszcze, w którą stronę będzie zmierzać- czy pozostanie społeczeństwem otwartym czy będzie zmierzać w stronę izolacjonizmu.
REKLAMA
Przez wieki Europa stanowiła centrum nauki, kutry i wiedzy. Jako to centrum dokonywała eksportu myśli i idei poza tradycyjny kontynent. Oczywiście stary kontynent tworzył przyczółki, gdzie mógł wysyłać nadmiar swojej siły roboczej, które to przyczółki z czasem stały się silnymi, samodzielnymi krajami, zaliczanymi do państw wywodzących się z kultury europejskiej.
W społecznościach, gdzie rozwój przyczółków był niemożliwy, Europejczycy starali się zaszczepiać europejski sposób sprawowania władzy, przygotowując tym samym te społeczności do samodzielnego i względnie pokojowego sprawowania władzy.
XX wiek zmienił sposób koegzystencji społeczności europejskich i pozaeuropejskich. Obie wojny światowe uzmysłowiły społecznościom, że nie tylko w sposób pokojowy mogą uzyskać samostanowienie. Dodatkowo dwa wrogie obozy polityczne poszukiwały w tych społecznościach potencjalnych sojuszników. Z chwilą upadku bloku komunistycznego ci sojusznicy przestali być potrzebni. Początkowo traktowani jako uciążliwy balast, wpadli w objęcia radykalnych ideologii stając się groźnymi, bo wyszkolonymi przez europejską myśl wojenną, przeciwnikami.
Europa nie może się więc czuć bezpieczna, udowodniły to zamachy bombowe w Londynie i Madrycie. Bauman nie neguje tego zagrożenia, stawiając jednocześnie pytanie, czy stosowane coraz częściej środki kontroli faktycznie uniemożliwiają lub choćby utrudniają działania terrorystyczne, czy tylko dają nam złudzenie bezpieczeństwa?
Oczywiście stosowane środki bezpieczeństwa na ulicach Londynu chronią Londyńczyków, ingerując jednocześnie w ich prywatność. Musimy sami odpowiedzieć sobie na pytanie, czy taka ingerencja nie byłaby zagrożeniem dla nas samych, gdyby rządził nami psychopatyczny dyktator, gdyby nagle Europa uczyniła woltę w stronę totalitaryzmu, wreszcie gdyby kontrolę nad narzędziami ingerującymi przejęli sami terroryści. Nie są to czysto akademickie dywagacje, wszak w całej Europie w mniejszym lub większym stopniu dochodzą do głosu prawicowi ekstremiści wmawiający nam wszystkim zagrożenie ze strony tych „obcych”.
W społecznościach bogatych, tych, które stać jeszcze na bogatą pomoc socjalną obserwuje się szczególnie silne ksenofobiczne emocje. Ci „obcy”, którzy korzystają z tak hojnej pomocy socjalnej stanowią dla tych lepszych, białych i chrześcijańskich europejczyków konkurencję w podziale coraz mniejszego „tortu”. Utrata pracy w dobie zliberalizowanej gospodarki oznacza w wielu przypadkach dołączenie do grupy wykluczonych, tych, którym daje się zasiłek zniechęcający do popełniania przestępstw i pozwalający na względnie godne przeżycie. Dla obawiających się wykluczenia z powodu bezrobocia mityczni „obcy” są konkurencją o wiele bardziej groźną. Wszak ci „obcy” podejmują pracę za niższe stawki. Na tej fali dochodzą do głosu ksenofobiczni populiści.
Ta Baumanowska analiza Europy nie nastraja optymistycznie. Chcemy zamknąć „obcym” drogę do naszych społeczności, a tym, którzy zdążyli do nas przybyć, wydzielilibyśmy najchętniej getta, upada więc nieuchronnie, na nasze własne życzenie, ta stara europejska otwarta tożsamość.
