Verena Kessler
Duchy z miasteczka Demmin
Verena Kessler Duchy z miasteczka Demmin Wydawnictwo Książkowe klimaty

Świat naznaczony śmiercią. Miejsce, w którym przyszło żyć zwykłym ludziom. Verena Kessler stworzyła opowieść pełną niezauważalnej, z pozoru, grozy o życiu w cieniu śmierci.

REKLAMA
W sumie to chyba napisałem już wszystko. Wystarczy przeczytać, choćby w Wikipedii o mieście Demmin. Prowincjonalne miasteczko w Meklemburgii, w którym w ostatnich dniach wojny dziewięciuset mieszkańców popełniło samobójstwo. Już to mrozi krew w żyłach i nie zmienia tego wizja członków rodzin Demminian w mundurach SS czy Wehrmachtu. Oczywiście cała ta historia, obecna gdzieś na marginesach książki, nie jest jedyną, która budzi przerażenie, czy choćby tylko pozbawia czytelnika dobrego nastroju. W tej książce śmierć jest stale obecna. Otacza główną bohaterkę, jej rodzinę, jej najlepszą przyjaciółkę czy chłopaka, traktowanego przez nią początkowo z niechęcią, a potem z sympatią. Sam wybór zawodu, reporterki wojennej, wróży, jeśli nie śmierć, to kalectwo. Dopiero podróż, a raczej rozpaczliwa ucieczka z domu, odrywa dziewczynę od czarnych myśli i wyjaśnia jej pojęcie życia mimo wszystko.
Verena Kessler prowadzi nas w świat zwykłych Niemców, ludzi, którzy stale muszą pamiętać o brunatnej przeszłością narodu, o ich winie i tej karze, która dotknęła cały naród, nie tylko prawdziwych sprawców. I o tej świadomości, że nikt nie jest zdolny do zwolnienia ich z pamięci, tego ogólnonarodowego brzemienia. Bo jeśli kiedykolwiek zapomną, to tragiczna historia znów się powtórzy. A Demmin? Miejsce toksyczne, miejsce, od którego nie sposób się uwolnić.
Nawet ucieczką.