Rhys Bowen "Wenecki szkicownik"
Rhys Bowen "Wenecki szkicownik" Wyd. Akurat

REKLAMA
Kiedy umiera babcia Caroline, pozostawia swojej wnuczce szkicownik i trzy klucze. Podarunki mają zaprowadzić kobietę do Wenecji, by Caroline mogła odkryć sekrety, które ukryte były przed światem od ponad sześćdziesięciu lat. Podróż - i ta fizyczna, i ta czytelnicza - Caroline pomaga jej zrozumieć losy swoich przodków.
Akcja powieści “Wenecki szkicownik” toczy się kilkutorowo - historia rozgrywa się jednocześnie w kolejnych dekadach, wśród kolejnych pokoleń jednej rodziny. Drogi kolejnych pokoleń powracają do Wenecji. Z jednej strony zatem czytelnik śledzi losy Juliette, młodej adeptki sztuki, przybywającej w 1938 roku do Wenecji. Z drugiej - Caroline współcześnie. A pomiędzy tym - losy rodziny w czasie kolejnych dekad.
Siłą książek Rhys Bowen są z pewnością bohaterki przez nią tworzone. Tu udało się to częściowo. Juliette tylko pozornie może wydawać się słaba - stłamszona przez rodzinę, konwencje i zależności - zaskakuje podejmowanymi decyzjami. Początkowo naiwna, okazuje się nietuzinkowa, pełna sekretów i determinacji, ale także energii do działania. Z pewnością blasku dodaje jej historia, która pozwala jej w pełni rozwinąć swoje skrzydła. Na jej tle Caroline odbija się nieco blado - stanowiąc wybladłą kopię swojej krewnej.
Odświeżające jest zetknięcie się z prozą Rhys Bowen w innym wydaniu. Pisarka specjalizująca się w kryminałach z epoki tym razem zaskakuje czytelnika powieścią historyczną z odchyleniem ku romansowi. Nie brakuje tu jednak elementów kryminalnych - do tej kategorii można bowiem zaliczyć przynajmniej część tajemnic skrywanych w przeszłości. Problem z takim, a nie innym wyborem gatunku i czasu fabuły, pojawia się gdzie indziej - w pewnej odpowiedzialności autora. W swoich kryminałach rozgrywających się na początku XX wieku w Stanach widać było włożony w pracę research na temat epoki. Choć część rzeczy się tam nie zgadzało lub wydawało się być pewnym uproszczeniem (szczególnie, jeśli mowa o , to można było to zrzucić na karb wymagań kryminału. Była to wszak powieść kryminalna nigdy nietwierdząca, że jest czymś ponad zagadkę i zakazany romans między głównymi bohaterami. “Wenecki szkicownik” ma być jednak powieścią historyczną, która wiele ze swojej fabuły opiera na tragediach II wojny światowej, tymczasem zaś instrumentalnie wykorzystuje wszystko dla swoich celów. Sprawia to, że choć tło opowieści jest fascynujące, to jest ono kuriozalne i momentami nieco niestosowne - mając w sobie tyle prawdziwości co te wszystkie masowo wydawane romanse historyczne (zatytułowane X z getta/powstania etc.). A szkoda, bo sam zamysł, choć banalny, miał potencjał. Niestety tak budzi jedynie frustrację.
W “Weneckim szkicowniku” jest coś pociągającego, coś, co może przyciągnąć czytelnika. Baśń, którą oferuje Rhys Bowen, ma jednak sporo wad i niedociągnięć, mogąca skutecznie odrzucić od swojej treści. Z pewnością powieść historyczna nie jest mocną stroną Bowen, a do pierwszego zetknięcia z jej twórczością lepsze pozostają kryminały.
Marta Kraszewska