
Ostateczne rozwiązanie. To eufemistyczne określenie największej zbrodni XX wieku, zostało uzupełnione słowami, które nie pozostawiają złudzeń o czym jest ta książka. Ludobójcy i ich dzieło….
REKLAMA
Mamy oto początek marca. Za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Napastnik powoli zaczyna rozumieć, że nie uczestniczy w krótkiej, zwycięskiej wojence i zaczyna walczyć z ludnością cywilną. Kilkaset kilometrów od linii walk siedzę sobie wygodnie w fotelu pijąc gorącą i czytam monografię wyjaśniającą istotę ludobójstwa. Teraz, z perspektywy czasu, nie wiem co jest bardziej wyczerpujące : lektura, czy pisanie o niej. Mógłbym oczywiście napisać kilka okrągłych zdań, podkreślić, iż twórca pojęcia ludobójstwo jest polski prawnik, Rafał Lemkin, że tylko determinacja Tadeusza Mazowieckiego sprawiła, że haski trybunał naprawdę zajął się zbrodniami wojennymi. I pewnie by to wystarczyło, choć w dzisiejszej rzeczywistości, mimo, że trudno nazwać zbrodnie na Ukrainie ludobójstwem, w świetle prawa międzynarodowego, to pozostanie niedosyt.
Na początku należy uściślić. Cechą charakterystyczną zbrodni ludobójstwa jest to, ze ofiary nie są w stanie swoim postępowaniem zapobiec niebezpieczeństwu utraty życia. Innymi słowy cokolwiek zrobiłby Żyd pod niemiecką okupacją, Ormianin żyjący w państwie Osmańskim czy członek ludu Herero, nie zapobiegłby swej śmierci. Drugą cechą ludobójstwa jest przeświadczenie sprawców o tym, że bronią cały naród przed zagrożeniem ze strony ofiar, a co za tym idzie, uważają swój czyn za co najmniej usprawiedliwiony. Innymi słowy sprawca staje się obrońcą, bohaterem ratującym nację lub ludzkość przed śmiertelnym zagrożeniem. Jaka to prosta recepta, by w krótkim czasie stworzyć armię posłusznych zbrodniarzy. Marzenie każdego demagoga lub dyktatora. Denazyfikacja, obrona bytu narodowego, obrona przed zagrożeniem ze strony elementu animalnego, roznoszącego choroby. To wszystko ma sprawić, że posiadacze „wyższej kultury” czują się usprawiedliwieni i stają się zdolni do każdego czynu. Stają się zbrodniarzami, wprawdzie jeszcze nie ludobójcami, ale ich uczynki mają znamiona ludobójstwa. I jeśli zestawimy to ze słowami Mariana Turskiego o tym, że Auschwitz nie pojawiło się nagle, to zrozumiemy, że ta napisana w sposób naukowy książka, ta wspaniała monografia, staje się groźnym memento, staje się ostrzeżeniem by reagować na każdą niegodziwość, zarówno rządzących, jak i zwykłych ludzi.
Bowiem bez udziału tych ostatnich, nam podobnych, nie doszłoby do masowych mordów.
