
Sam wykreował swój życiorys, poprawiając niewygodne dla siebie, lub zbyt pospolite wątki. Bohater wojenny, dość kiepski dyplomata i mąż, kobieciarz, dandys łasy na pochwały, megaloman i świetny pisarz. Romain Gary.
REKLAMA
To nazwisko jest już nam znane. Wspaniały film w reżyserii Erica Barbiera z kreacjami Charlotte Gainsburg i Pierre Nineya przybliżył nam nieco życie pisarza od tej strony, z której chciał być poznany. Film jest bowiem ekranizacją znakomitej, opartej na wątkach autobiograficznych i stanowiącej jednocześnie najpiękniejszy pean, hymn ku chwale zmarłej matki, książce Obietnica poranka. Oczywiście ten nieco koloryzowany życiorys był nieco inny niż ten rzeczywisty. Agata Tuszyńska podjęła się trudnej sztuki poznania prawdziwego Romaina Gary. Zadanie to, biorąc pod uwagę starania głównego zainteresowanego, by stworzyć alternatywne życie, jak i fakt, że miejsce urodzenia, jak i miejsca zamieszkania w latach wczesnej młodości, dość okrutnie potraktował XX wiek, wydało się niemożliwe do wykonania. W archiwach jednak zawsze pozostaje jakiś ślad, dzięki któremu możemy zbliżyć się do prawdziwego Romaina Gary. Tu jednak powinniśmy postawić sobie pytanie, czy tak naprawdę interesuje nas życie prywatne pisarzy, skoro wszystko, co powinniśmy o nich wiedzieć zawierają karty ich dzieł? Odpowiedź jest jednak prosta, poznając okoliczności, w których książka została napisana, pozwala na wyniesienie z niej więcej emocji, powrót do niej, czy choćby bardziej osobistą jej percepcję. Dlatego z zainteresowaniem chwyciłem tę książkę, nie spodziewając się, że zawarte w niej będą wielkie sensacje. I nie pomyliłem się. Wojenny okres życia pisarza jest tak naprawdę powtórzeniem tego, co zostało opisane w Obietnicy, jego wczesne dzieciństwo to bardziej kwerenda dokumentów i stawianie wielu pytań. Za to okres powojenny. Jego pierwsze małżeństwo, potem to drugie z Jean Seberg, pierwsze kroki pisarskie, nagroda Goncourtów, wściekłe ataki nieprzychylnej krytyki, wreszcie powodzenie Obietnicy, rozpad drugiego małżeństwa i ta druga nagroda, przyznana wymyślonemu przez autora, pisarzowi, przyznana wbrew regulaminowi nagrody. I to nieco teatralne samobójstwo, kończące życie pisarza. Wreszcie to, czego każdy z nas się obawia. Moralnej oceny pisarza, mizoginisty, żądnego uznania celebryty, cynika ukrywającego swoje prawdziwe uczucia. Przyznam, że po tej książce coraz mniej rozumiem postępowanie pisarza, zwłaszcza jeśli chodzi o jego wspomnienia dotyczące ojca czy próby tuszowania żydowskich korzeni. I żałuję, że nie będzie mi nigdy dane usiąść z Garym przy kawie i dobrym cygarze, by pogadać o tym cholernym XX wieku, o sztuce przetrwania i codziennej konieczności udawadniania sobie i światu własnej wartości. Ale cóż, czasu nie odwrócimy.
A tak w ogóle, to w imieniu czytelników zadam tylko jedno pytanie. Nie do Pisarza, ale polskich wydawców. Czy wreszcie ktoś wyda u nas Taniec Dżyngis Cohna? Myślę, że nakład szybko zniknąłby z księgarń.
