Wytske Versteeg
Kwarantanna
Wytske Versteeg Kwarantanna Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Czasy pandemii zmuszają do uczciwego spojrzenia na własne życie. Wtedy to właśnie można skonfrontować samego siebie z własnymi wadami, grzeszkami przeszłości. Stajemy nadzy przed samym sobą.

REKLAMA
Nieokreślona współczesność, gdzieś w Holandii. Cały świat paraliżuje groźna choroba. Jednym z tych, którym udaje się zachować swe życie jest chirurg plastyczny. Zamknięty w swym domu zaczyna wspominać czasy sprzed zarazy. Tak zaczyna się niepozorna książka Wytske Versteeg, dobrze zapowiadającej się i już nagradzanej pisarki holenderskiej. Nasza Autorka w Kwarantannie porusza problem ludzkiej natury. Próbujemy bowiem dociekać istoty zła. Zadajemy sobie pytanie o jego przyczyny, jakbyśmy chcieli zapobiegać mu w zarodku tworząc idealnie dobrego człowieka. Tymczasem zło totalne jest równie nieprawdziwe co absolutne dobro. Zapominamy o tym, choć każda konfrontacja z drugim człowiekiem powinna nam o tym przypomnieć.
Wróćmy jednak do samej książki. Jej narrator należy do tych ludzi, których na pewno nie chcielibyśmy spotkać przy wspólnym stole. Czy jest potworem? Złem absolutnym? Czy raczej beznamiętnym, pozbawionym jakichkolwiek ludzkich odruchów, człowiekiem? Mężczyzna nie przejmuje się swoją przeszłością, zarówno związaną z rozpadem rodziny, obłędem matki cczy wypadkiem, który na zawsze naznaczył jego twarz. Nasz bohater nie potrzebuje kontaktów z drugim człowiekiem a jedyną istotą ludzką, do której czuje cokolwiek, jest jego żona. Jak możemy domyślić się jest to uczucie nienawiści. Wystarczy, by uznać go za potwora? Wolałbym usłyszeć teraz odpowiedź twierdzącą, bowiem musiałbym jeszcze bardziej przybliżyć treść książki, przedstawiając wątek miłosny, dający nadzieję na uczłowieczenie naszego bohatera, a tego wolałbym uniknąć. Zdradzę tylko jedno. Powinniśmy czuć do naszego bohatera skrajną niechęć, powinniśmy go wręcz nienawidzić, a jednak… no właśnie, jednak nie czujemy nienawiści, ogarnia nas współczucie, to samo, które uznaje brak ludzkich odczuć za ciężką, choć uleczalną chorobę. I nie wstydzimy się naszych reakcji. Właśnie to współczucie czyni nas bardziej ludzkimi. Jakże łatwo jest bowiem odhumanizować drugą osobę, zwłaszcza jeśli nie pasuje do naszego kanonu człowieczeństwa. Dlatego to wymuszone przez Autorkę współczucie czyni nie naszego bohatera, ale nas samych bardziej ludzkimi.
A to bardzo dużo.