
Skandynawowie. Co w nich takiego jest, że ich proza urzeka? Od kilku lat zaczytuję się w ich prozie, nie zastanawiając się nad tą kwestią. Odpowiedź przyszła nieoczekiwanie, kiedy czytałem zbiór opowiadań poświęcony najpiękniejszej porze roku.
REKLAMA
Zaletą wszystkich zbiorów opowiadań jest to, że swobodnie możemy ustalić sobie kolejność lektury. Możemy też otworzyć tomik w dowolnym miejscu, w którym rozpoczniemy naszą literacką anabasis. Swoim zwyczajem wybrałem pierwszą drogę i zatopiłem się najpierw w niosącym optymizm opowiadaniem Kjella Westo i nieco przygnębiającym Stiga Dagermana. Uszczęśliwiony prozą swych ulubieńców, swobodnie dobierałem już kolejność, ciesząc się każdym zdaniem, nieco oszczędnym w słowach, pozostawiającym czytelnikowi pole do myślenia, swymi niedopowiedzeniami pobudzającej wyobraźnię. I nagle zrozumiałem, że ta oszczędność słów, przy zachowaniu plastyki języka zachwyca mnie, przykuwa do fotela, czyni, na czas lektury, niewolnikiem książki i pisarza. Bo właściwie to ci cholerni Skandynawowie i Nordycy nie tworzą prozy. Opisują życie.
A ono jest przecież najcenniejsze.
