Sasa Stanisić
Skąd
Sasa Stanisić Skąd Książkowe klimaty

Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy? Zaiste, często to trudne pytania, zwłaszcza kiedy historia zaczyna mieszać w naszym życiu i przenicowuje nasze losy chichocząc z naszej bezradności.

REKLAMA
Marzec 2008 roku. Uchodźca wojenny wypełnia dokumenty niezbędne do uzyskania obywatelstwa niemieckiego. Prosty życiorys skłonił trzydziestoletniego mężczyznę do refleksji nad własnym życiem, korzeniami, skłaniając jednocześnie do zdefiniowania się na nowo. Zastanówmy się nad jego osobą. Krótki życiorys, który Wydawca zmieścił na okładce zaczyna się od słów „Niemieckojęzyczny pisarz pochodzenia bośniackiego”. Już te słowa budzą, jeśli nie zaciekawienie, to na pewno nadzieję na niepospolitą lekturę. Czyżby miał być to bośniacki Rafik Schami, piszący po niemiecku myśli ze swojej starej ojczyzny? Ta analogia okazała się trafna, co sprawiło, że szybko udało się wejść w narrację, mimo, że tak naprawdę to trudno jest opowiedzieć o czym jest ta książka. Z jednej strony to opowieść o typowym produkcie wielonarodowego państwa, które scalała osoba charyzmatycznego przywódcy, o chłopcu, który wskutek raka toczącego społeczności, raka o nazwie nacjonalizm, nie mógł pozostać w rodzinnym mieście. Z drugiej to opowieść o dziejach rodziny osiadłej nad rzeką Driną. I wreszcie to opowieść o konieczności zaaklimatyzowania w nowych warunkach życia, w odmiennym środowisku, w obcej kulturze, z piętnem obcego. Nie, nie mam prawa by rozwijać jakikolwiek wątek opowieści. Zbyt łatwo bowiem zdradzić treść książki, a to byłoby karygodne. Mam jednak prawo, a nawet obowiązek, napisać o scenie, która najlepiej pokazuje ile znaczy w naszym życiu przypadek. Rozmowa nauczyciela z uczniem. Emerytowany nauczyciel odkrywa, że jego ojciec w czasie wojny przebywał w dalekim mieście nad Driną, w tym samym, z którego pochodzi jego uczeń, którego z kolei dziadek aktywnie działał w ruchu oporu. Jedno spotkanie mogło zmienić przyszłość. Uczeń mógłby się nigdy nie narodzić, mogło też nie być tego waśnie nauczyciela. Cudowny przypadek sprawił, że obaj mogli przy dobrym obiedzie zastanawiać się nad palcem bożym, który dotknął ich rodziny. Sugestywny opis sprawia, że czujemy dokładnie to samo i szukamy w rodzinnych wspomnieniach analogicznych sytuacji. A kiedy wreszcie odkładamy książkę, by sięgnąć po przygasłą już fajkę, nachodzi nas refleksja, że oto, być może kilka ulic dalej mieszka jakiś chłopiec przeżywający te same tęsknoty, mający te same pragnienia co nasz Autor. I być może przeczytamy kiedyś jego historię odnajdując w niej nasze ulice czy choćby stację benzynową, na której dziś tankujemy.
Życie bowiem jest nieprzewidywalne