
Gorzka opowieść o biedzie, czy może oskarżenie odczytane całemu społeczeństwu koreańskiemu? Z całą pewnością to opowieść, która każdemu odbierze dobry sen.
REKLAMA
Przyznam, że w czasie lektury tej książki myślałem o znakomitym Parasite Bonga Joon-Ho. Tragikomedia opowiadająca o dwóch hermetycznie dla siebie zamkniętych światach, pozornie bawiła widza, a przerysowanie postaci, zwłaszcza infantylnej żony bogatego biznesmena, dawało pretekst do odrzucenia refleksji nad różnicami ekonomicznymi w Korei Południowej. Z całą pewnością Południowa Korea osiągnęła sukces ekonomiczny. Szybkie wdrażanie do produkcji wszelkich nowinek technicznych i tania siła robocza zaowocowała dość wysokim dochodem narodowym w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Chyba właśnie z tego względu czołowy polityk obecnego obozu rządzącego zachwycał się gospodarką tego kraju, chcąc, by Polska stała się drugą Koreą. Gdyby tylko znał realia, w których doszło do sukcesu ekonomicznego Korei, nie przywoływałby jej przykładu w obawie o zarzut sympatyzowania ze skrajnym neoliberalizmem. Wróćmy jednak do samej książki. Starzejący się architekt, człowiek sukcesu otrzymuje wiadomość od swej młodzieńczej miłości. Wracają wspomnienia o niedostatku zapamiętanym z dzieciństwa, o konieczności przeniesienia się do stolicy kraju wreszcie o pragnieniu wykucia sobie lepszego losu. Historia naszego bohatera pokrywa się z historia Południowej Korei. Osiągniecie sukcesu kosztem nawet osobistych wyrzeczeń. Ta sama historia wygląda zupełnie inaczej z perspektywy młodzieńczej miłości naszego bohatera. Jeszcze inny przekaz niesie młoda kobieta, która z trudem stara się przetrwać w Seulu. Otrzymujemy więc wizję Korei biednej, nie tylko materialnie. Bogatym przypadły bowiem tylko pieniądze okupione samotnością i strachem, biednym poczucie beznadziei, braku jakichkolwiek perspektyw. Polecałbym tę książkę młodocianym zwolennikom Konferedacji. Dzięki niej szybko przewartościujecie swoje poglądy
I tylko taka myśl na sam koniec przyszła mi do głowy. Nie szykujcie mi tu drodzy politycy drugiej Japonii, Irlandii, Turcji czy Korei. Zadbajcie może tylko, by Polska była normalna. Tylko tyle, a może aż tyle.
