
REKLAMA
Kornelia Pliszka nie ma dobrej opinii. Przez plotki znajomych przylgnęła do niej łatka alkoholiczki, narkomanki, złodziejki i kobiety lekkich obyczajów. Choć na co dzień jej to nie przeszkadzało, to gdy padła ofiarą ataku, słowa obcych sprawiły, że została zlekceważona przez policję.
Teraz, po jedenastu latach od zdarzenia, koszmar powraca. Za wycieraczką samochodu znajduje wiadomości z pogróżkami, ktoś podrzuca do jej mieszkania tajemnicze przedmioty i obrzydliwe prezenty. Mimo rosnącego niebezpieczeństwa wzdraga się przed zwróceniem się o pomoc do policji. Na jej nieszczęście jedna z twarzy z przeszłości wkracza do życia Kornelii.
“Jak kamień w wodę” to pierwsza część dylogii “Polowanie na Pliszkę” autorstwa Hanny Greń. Autorka licznych kryminałów tym razem postanowiła zabrać się za historię, która - w założeniu - jest mieszanką gatunkową.
“Jak kamień w wodę” nie jest kryminałem, ale sprzeczałabym się nawet, czy jest to powieść obyczajowo-kryminalna, bowiem tego drugiego jest tyle, co kot napłakał. To romans, ewentualnie powieść obyczajowa, z elementami sensacyjnymi. Hanna Greń skupia się na codziennym życiu Kornelii, nawet gdy opowiada o pogróżkach czy niebezpieczeństwie, to robi to w tonie konwersacyjnym. Wszystkie sensacyjne wydarzenia są jedynie pretekstem do poznania się, a potem do ponownego spotkania się dwójki bohaterów. To bardziej tło dla akcji, aniżeli faktyczny, pełnowartościowy wątek (szczególnie, że Greń zdaje się przywoływać groźbę niebezpieczeństwa jedynie wtedy, gdy jest jej to potrzebne do ponownego spotkania się bohaterów).
Brak w tym wszystkim napięcia, jakiegokolwiek dramatyzmu, który sprawiłby, że czytałoby się “Jak kamień w wodę” z wyczekiwaniem. Sprawiło to rozłożenie fabuły, ale także sama narracja. Kornelia Pliszka jest największym wrogiem powieści, której jest bohaterką, bo snuje swoją opowieść najbardziej znudzonym tonem jak to tylko możliwe. Bagatelizuje zdarzenia, skupia się na niewłaściwych detalach i minimalizuje elementy. Sprawia to, że w momencie gdy czytelnikowi powinno zależeć na tym, by obawiać się o życie Kornelii, jest zarzucany streszczeniem, co robiła przez ostatnie dziesięć lat, rozmyślaniami na temat pewnego policjanta czy niezwykle przedziwnego wątku związanego z zauroczeniem (który sprawił, że człowiek zaczyna mieć wątpliwości, czy Greń widziała kiedyś ludzi rozmawiających o swoich uczuciach jak normalni dorośli).
“Jak kamień w wodę” jest jedną ze słabszych powieści Hanny Greń. Ani to kryminał, ani to romans, ani thriller, a cliffhanger którym książka się kończy, nie wzbudza takiego napięcia, jakie zakładała Greń. Może druga część przyniesie lepszą opowieść, szczególnie że punkt wyjścia jest znacznie ciekawszy. Trzeba trzymać za to kciuki, bo kiedy już Greń pisze kryminał, to rezultaty są znakomite.
Marta Kraszewska
