
Jak to dobrze, że urodziłem się w Polsce. To była pierwsza myśl po zakończeniu lektury tej książki. Dorastanie w państwie rządzonym przez zminiaturyzowanego Stalina byłoby bowiem nie do zniesienia.
REKLAMA
Kolejny antybohater serii Oblicza zła to postać, o której statystyczny Polak wie niewiele. O Enverze Hodży słyszeliśmy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych niewiele. Powód był prosty. Albania pod wodzą dyktatora odstawała politycznie od reszty demoludów, a jej przemysłowe zacofanie nie było powodem do dumy. Statystyczny Polak wiedział więc o Albanii mniej niż o rządzonej przez Kim Ir Sena Północnej Korei. Oczywiście zdawaliśmy sobie wszyscy sprawę, że albańskie realia nie były zbyt różowe, niemniej jednak nikt nie przypuszczał jak dalece komunistyczne rządy zdewastowały ten kraj. Wróćmy jednak samej książki. Jej Autor, albański dziennikarz, postanowił skonfrontować zapiski samego Hodży z zachowanymi dokumentami, relacjami ludzi, którzy się z nim zetknęli oraz z całą historią Albanii. Wyłania się z książki postać dość nieciekawa, a jednocześnie typowa dla całej masy dyktatorów. Splot okoliczności, który wywindował miernotę na piedestał, dał początek dość spektakularnej karierze. Zazdrosny, pamiętliwy i mściwy gnom szybko zdobył władzę absolutną wiedząc, że nie może nikomu pozwolić na osiągnięcie zbyt silnej pozycji. Czystki, stała kontrola społeczeństwa, utrzymywane poczucie zagrożenia zewnętrznego i wewnętrznego, podsycany syndrom oblężonej twierdzy. A wszystko to po to, by nie utracić władzy, by nikt nie zadał niewygodnego pytania, nie wymagał odpowiedzi czy nie dochodził odpowiedzialności za zbrodnie, poświęcenie gospodarki w imię wizji państwa. To kurczowe, spazmatyczne trzymanie się władzy byłoby nawet śmieszne, gdyby nie tragedie pojedynczych ludzi.
Po efektach ich poznacie. Ten biblijny cytat możemy zastosować do oceny Hodży. Zapóźniony gospodarczo kraj, w którym jeszcze w latach osiemdziesiątych wykorzystywano wyprodukowane w latach dwudziestych maszyny. Głód, terror, sieć bunkrów. To właśnie Albania Hodży. Wprawdzie realia życia statystycznego Albańczyka w epoce Hodży zostały w tej książce ledwo zarysowane, ale i tak każdy z nas podziękuje losowi za miejsce swego urodzenia. Blendi Fevziu prawdopodobnie uznał za docelowych czytelników swych rodaków przedstawiając im prawdę o Hodży, a nie jego autokreację życia.
Bo dyktatorzy uwielbiają przypisywać sobie szczególne miejsce w historii świata, trzeba więc odkłamywać ich przekaz.
