
Chyba najbardziej przejmujące są losy zwykłych, małych ludzi w wirze zmieniającej się historii. Wielka polityka jest bowiem okrutna zwłaszcza dla tych, którzy przedkładają swe małe ojczyzny nad tą wielką.
REKLAMA
„My jesteśmy tutejsi. Z Bagien”. Pamiętne słowa jednego z bohaterów Konopielki pasują do treści śląskiej sagi Michaela Sowy, opowiada ona bowiem o ludziach, dla których dom rodzinny i miejsce urodzenia znaczyły więcej od wielkiej polityki czy poczucia przynależności narodowej. Opowieść Sowy poznajemy z perspektywy małej dziewczynki, owocu miłości Polaka i Niemki. Wychowana w języku matki, pamięta pieszczotliwe słowa polskiej babci, niektóre z nich potrafi powiedzieć. Typowe dziecko pogranicza kulturowego, dziecko „tutejsze” nie ma znajduje zrozumienia w czasach, kiedy wszystko w jej rodzinnych stronach musi stać się polskie. Nowi sąsiedzi, ludzie, których historia również skrzywdziła, patrzą z niechęcią na zastane sąsiedztwo. Mniej lub bardziej dotkliwe szykany traktowane są z czasem jako coś naturalnego i zapamiętywane jedynie z powodu braku logiki i jasnych zasad. Szykany ze strony niektórych nauczycieli, brak możliwości kontynuacji nauki, mimo wyraźnych zdolności matematycznych, wreszcie nadawanie nowych, polskich imion. I wreszcie ta chwila szczęścia przerwana przez starą, zadawnioną zawiść. I wreszcie ta nieuchronna, tragiczna myśl, że bezpiecznym miejscem na ziemi nie jest dom rodzinny, czy dom męża, ale obcy już kraj i obca ziemia.
Smutne to.
