
O tej książce możemy powiedzieć, że jest subiektywnie opisaną historią palestyńskich aspiracji narodowych. Ja jednak wole ją postrzegać jako historię wiecznie wyobcowanego człowieka. I własnie to wyobcowanie sprawia, iż Raja Shehadeh stanie się bliski wielu ludziom odpornym na wszystkie „izmy”, odpornym na wezwania do odrzucenia własnych osądów i własnych myśli, które codziennie artykułują różnej maści radykałowie. Jednocześnie to historia syna, który krocząc śladami ojca, wybrał własny sposób pokonania drogi, której na imię życie.
REKLAMA
Chyba każdy z synów wielkich, apodyktycznych ojców zrozumie od pierwszej strony Autora. Ci nasi wielcy ojcowie, idealni we własnych odczuciach, którzy potrafią na tysiące sposobów wyrazić swą dezaprobatę. Ich dzieci każde skrzywienie warg, każdy grymas czy zdenerwowanie odczytują jako osąd własnej osoby. Każdy, kto ma takiego ojca wie, jak trudno go kochać i jak trudno się nie zbuntować wybierając diametralnie różną drogę życiową. Z kimś takim wzrastał pod jednym dachem Raja Shehadeh. Syn wybitnego prawnika, człowieka stosunkowo zamożnego, działacza niepodległościowego i męża zaufania. Syn człowieka, który uważał, że nawet ludzie o skrajnie różnych zapatrywaniach politycznych mogą wspólnie dojść do kompromisu. Zaiste, nawet w normalnych warunkach bycie synem tak idealnego ojca byłoby koszmarem dla młodego człowieka. Młodość bowiem buntuje się przeciw wyborom dokonywanym przez rodziców. Młodość musi się buntować, musi też krytykować, musi wybierać swoją drogę. Wszak to, co wczoraj było nowatorskie, co jeszcze wczoraj mogło oburzać, dziś jest normą ogólną, którą z kolei jutro, nasze własne dzieci obalą, wprowadzając własny porządek. Raja jednak nie buntuje się. Ma to nieszczęście, że jego ojciec zawsze uważany był przez jednych za dysydenta, przez innych zaś za kolaboranta. Przeciwstawić się własnemu ojcu w takich warunkach musi oznaczać przejście na stronę jego wrogów. W takiej sytuacji można tylko wybrać własną odnogę drogi życiowej, małą, nieprzetartą ścieżkę, która przebiega blisko wygodnej drogi wytyczanej przez ojca, jednocześnie zaś na tyle daleko, by zachować poczucie niezależności własnej wędrówki.
Historia obu panów Shehadeh musi zaskakiwać. Oto czytając książki, pisane przez Palestyńczyków otrzymujemy prostą strawną nawet dla niezbyt lotnych umysłów papkę- z jednej strony spokojni rolnicy, kupcy i rzemieślnicy, którzy zostali wyrzucani z domów przez krwawych i bezwzględnych syjonistów. Obraz jak z westernów, w których farmerzy są narażeni na skalpowanie przez krwiożerczych Indian. Obraz, który wymaga od odbiorcy by identyfikował się z wybraną stroną, a konsekwencji opowiedział się po jej stronie. „Obcy w domu” do tej konwencji nie pasują, wydaje się nawet, że Autor gardzi ludźmi, którzy skłonni są czytać takie przesłania. Swoje słowa kieruje do kogoś, kto kieruje się podobnymi intencjami, a jest na tyle inteligentny, by nie postrzegać świata w w konwencji czerni i bieli. Główne więc przesłanie książki Shehadeha jest takie- porozumienie palestyńsko izraelskie musi nastąpić, a szybkie doprowadzenie do pokoju jest w interesie samych Palestyńczyków. Swoich rodaków, a także przedstawicieli świata arabskiego Shehadeh ocenia surowo- oto wzywając do zniszczenia Izraela wprowadzają temat zastępczy, wroga, na którym ma się skupić żal za niepowodzenia gospodarcze, uczuciowe czy choćby zwykłą biedę. Izrael jako wróg staje się tematem zastępczym, a sami Arabowie, zamiast bogacić się, wzmacniać się politycznie i militarnie, zamiast zdobywać wiedzę i umiejętności rozpamiętują „czas przed Nakbą”. W ten sposób czas zawsze będzie działał na korzyść Izraela, czy to w rozwoju gospodarki czy też w rozbudowie osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. W interesie Palestyńczyków jest więc, wypracować wspólne stanowisko, dogadać się między sobą, a potem poszukać po stronie izraelskiej partnera do rozmowy. Stanowisko to jest jednocześnie zaskakujące i idealistycznie nierealne. Palestyńczycy bowiem po podpisaniu porozumienia pokojowego, musieliby się zetrzeć z prozaicznymi problemami dnia codziennego, Izraelczycy zaś musieliby porzucić marzenia o wielkim Izraelu, musieliby ponieść koszty likwidacji osiedli oraz skupić się na własnych problemach ekonomicznych. Wydaje się więc, że Raja Shehadeh dochodzi do tych samych wniosków, gorycz, która płynie z ostatnich kart jego książki jest tego dowodem. I nie jest to tylko gorycz kogoś, kogo zaufanie zostało zawiedzione, to gorycz kogoś, kto spodziewał się ujrzeć szklane domy, zobaczył zaś chlew.
Historia obu panów Shehadeh musi zaskakiwać. Oto czytając książki, pisane przez Palestyńczyków otrzymujemy prostą strawną nawet dla niezbyt lotnych umysłów papkę- z jednej strony spokojni rolnicy, kupcy i rzemieślnicy, którzy zostali wyrzucani z domów przez krwawych i bezwzględnych syjonistów. Obraz jak z westernów, w których farmerzy są narażeni na skalpowanie przez krwiożerczych Indian. Obraz, który wymaga od odbiorcy by identyfikował się z wybraną stroną, a konsekwencji opowiedział się po jej stronie. „Obcy w domu” do tej konwencji nie pasują, wydaje się nawet, że Autor gardzi ludźmi, którzy skłonni są czytać takie przesłania. Swoje słowa kieruje do kogoś, kto kieruje się podobnymi intencjami, a jest na tyle inteligentny, by nie postrzegać świata w w konwencji czerni i bieli. Główne więc przesłanie książki Shehadeha jest takie- porozumienie palestyńsko izraelskie musi nastąpić, a szybkie doprowadzenie do pokoju jest w interesie samych Palestyńczyków. Swoich rodaków, a także przedstawicieli świata arabskiego Shehadeh ocenia surowo- oto wzywając do zniszczenia Izraela wprowadzają temat zastępczy, wroga, na którym ma się skupić żal za niepowodzenia gospodarcze, uczuciowe czy choćby zwykłą biedę. Izrael jako wróg staje się tematem zastępczym, a sami Arabowie, zamiast bogacić się, wzmacniać się politycznie i militarnie, zamiast zdobywać wiedzę i umiejętności rozpamiętują „czas przed Nakbą”. W ten sposób czas zawsze będzie działał na korzyść Izraela, czy to w rozwoju gospodarki czy też w rozbudowie osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. W interesie Palestyńczyków jest więc, wypracować wspólne stanowisko, dogadać się między sobą, a potem poszukać po stronie izraelskiej partnera do rozmowy. Stanowisko to jest jednocześnie zaskakujące i idealistycznie nierealne. Palestyńczycy bowiem po podpisaniu porozumienia pokojowego, musieliby się zetrzeć z prozaicznymi problemami dnia codziennego, Izraelczycy zaś musieliby porzucić marzenia o wielkim Izraelu, musieliby ponieść koszty likwidacji osiedli oraz skupić się na własnych problemach ekonomicznych. Wydaje się więc, że Raja Shehadeh dochodzi do tych samych wniosków, gorycz, która płynie z ostatnich kart jego książki jest tego dowodem. I nie jest to tylko gorycz kogoś, kogo zaufanie zostało zawiedzione, to gorycz kogoś, kto spodziewał się ujrzeć szklane domy, zobaczył zaś chlew.
