Elisabeth Asbrink
Rozstanie z geniuszem
Elisabeth Asbrink Rozstanie z geniuszem Wielka Litera

Pani Asbrink potrafi zaskoczyć. Zbiór esejów z pogranicza historii i natury ludzkiej zamknąć jedną, krótką opowieścią, wskazującą gdzie zaczyna się prawdziwy podział między ludźmi. Tak się nie robi, miła Pani. Pozbawiła Pani pracy rzeszę socjologów na całym świecie.

REKLAMA
Elisabeth Asbrink jest mistrzynią krótkich opowieści, połączonych ze sobą szybko rozpoznawalnym kluczem. W przypadku tego zbiorku kluczem jest zarówno pamięć o zbrodniczych czasach oraz mentalność zwykłego człowieka. Nie jest żadną tajemnicą, że tylko okoliczności i przypadek czynią z nas bohaterów lub zbrodniarzy. Czysty przypadek sprawił, że szanowani ojcowie i głowy rodzin, żołnierze 101 rezerwowego batalionu policji stali się zwykłymi mordercami. Ich postawy nie można tłumaczyć lękiem przed sankcjami. Jedynym, co im groziło były kpiny ze strony kolegów i towarzyskie wyalienowanie. Jednostkowe przypadki odmowy wykonania rozkazu zestawić można z przypadkami czerpania satysfakcji z dobrze wykonanego zadania. Po wojnie ci sami ludzie powrócili do domów i stali się tymi, którymi byli przed wojną, szanowanymi mieszczanami, głowami rodzin, podporami społeczeństwa. Czym możemy tłumaczyć tę dwoistość natury ludzkiej? Podwójną moralnością, na czas wojny i czas pokoju? A może głębokimi podziałami, tymi samymi, które wywołały u Harrego Scheina nienawiść do samego siebie i rozpaczliwe pragnienie zmiany tożsamości? Tajemnicę kryje ostatni, tytułowy esej. Przypadek człowieka, który utożsamia Autorkę, swą przyjaciółkę, z całą polityczną linią gazety, w której ta publikuje. Szokujący czytelnika szwedzkiego przypadek dla polskiego czytelnika, żyjącego w polskich realiach roku 2023, jest czymś normalnym. Wystarczy wejść na portale społecznościowe, gdzie po obu stronach polaryzacji społecznej odbywa się swoisty lincz. „Libki” piętnują i usuwają „pisiorów”, a ci drudzy robią dokładnie to samo. Poziom debaty sięga poziomu piwnej mordowni z okresu PRL-u, a obustronnie padające inwektywy są na poziomie dziennym. Podziały te sięgają najbliższych przyjaciół, a nawet rodzin, a wszystko zmierza ku fizycznemu podziałowi wzdłuż granicy Polska A i Polski B. A przecież wszystko to zaczyna się od różnic w politycznych sympatiach, od zacietrzewienia, które tak wspaniale pokazał Koterski, zamykając słowami „moja racja jest bardziej mojsza”.
Nie idźcie, Szwedzi, tą drogą. Ona prowadzi jedynie w stronę przepaści. Uczcie się na naszej niedojrzałości.