Jan Stifter
Kolekcjoner śniegu
Jan Stifter Kolekcjoner śniegu Książkowe klimaty

Przeszłość splatająca się z teraźniejszością, poczucie winy, tej najgorszej, bowiem niezawinionej. Wreszcie kawał najnowszej historii Czech, trudnej, pełnej winy i krzywdy…. Kolekcjoner śniegu.

REKLAMA
Spójrzmy na Budziejowice. To jest to samo miasto znane nam z przygód dobrego wojaka Szwejka czy ze znakomitego piwa. Teraz możemy poznać Budziejowice z innej strony, bez zwiedzania rynku, bez nudnego, historycznego gadania. Po prostu poznajemy losy zwykłych ludzi mieszkających w Budziejowicach w latach trzydziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku, oraz w czasach nam współczesnych. Widzimy jak dwunarodowe miasto, w którym koegzystencję zastępuje nietolerancja i niechęć narodów. Przeszłość ukształtowana przez starą monarchię odchodzi w zapomnienie, a przyszłość nie jawi się w zbyt jasnych barwach. Ale to wiedzą tylko historycy, bowiem Stifter oszczędza nam bolesnych szczegółów pokazując jednie to, co konieczne. Dawna zabudowa odchodzi w niebyt. Przeszłość jest pogrzebana wśród domów z wielkiej płyty lub developerskich osiedlach, a jednak wraca, choćby w nocnych wizjach młodzieńca, który od dziecka kolekcjonuje śnieg, pragnąc oszukać upływ czasu. Wizje te można oczywiście wytłumaczyć działaniem marihuany, okazały się jednak przejmującym wezwaniem o pomoc, czytelnym tylko dla jednego mieszkańca miasta.
Zazdroszczę Czechom, ze potrafią spojrzeć na swoją historię bez wyciągania wzajemnych krzywd, bez usprawiedliwiania niegodziwości, bez rozliczeń. Historii nie naprawimy, nie uczynimy jej piękniejszej czy bardziej bohaterskiej. Możemy ją tylko zaakceptować, możemy zrozumieć, wyciągnąć wnioski i żyć dalej. Albo symbolicznie naprawić indywidualne winy, tak jak to dzięki swemu bratankowi, uczynił Karlos.