Wydawnictwo Prószyński i s-ka

Problem z prozą Stefana Kisielewskiego jest taki, że ten znakomity publicysta jest kiepskim prozaikiem. Z przypadłości tej Mistrz świetnie sobie zdawał z tego sprawę, pisząc o tym w swoich książkach. Niestety książki Stefana Kisielewskiego są nieco nużące. Nie znaczy to, że nie są one cenne, choćby z powodu krytycznego spojrzenia na polską rzeczywistość lat osiemdziesiątych.

REKLAMA
Wszystko inaczej to krytyka typowej polskiej przypadłości – radykalizmu w spojrzeniu na rzeczywistość. Oczywiście sam Autor nie jest pozbawiony tej przypadłości. Jego ocena systemu, w którym przyszło mu żyć jest bezkompromisowa- system komunistyczny w Polsce jest zły i zła tego nie zmniejsza ani większa swoboda obywateli, ani też bałagan, który pozwalał zwykłym ludziom jako tako w nim funkcjonować. Ocenę tę potwierdza niejako los ludzi, którzy mimo krytycznego na system spojrzenia, pragną go zmieniać i reformować. Wcześniej byli tacy, którzy uważali, że można go zmienić. Po utracie wszelkich nadziei zasilili grono mniej lub bardziej twardej opozycji. Bycie jednak opozycjonistą niewiele zmienia. Opozycja wyrosła z systemu i jest nim skażona. Tu Kisielewski nie pozostawia złudzeń. Wszystko jest inaczej niż sami myślimy.
Funkcjonowanie w systemie, a próby zmian systemu to dwie różne sprawy. Ktoś, kto chce zmieniać system musi się liczyć z tym, ze wszelkie grupy interesów będą uniemożliwiały jakąkolwiek zmianę status quo, zwłaszcza jeśli zmiany te mogłoby zagrozić im samym. Tego właśnie doświadczył człowiek, który przez dostarczanie systemowi danych chciał nad systemem zapanować. Oto potężny moloch gospodarki planowej potrzebuje szybkich i trafnych danych, młody informatyk wie, że może ich dostarczyć, w konsekwencji zaś może nad systemem zapanować. Dostarczyciel informacji bowiem steruje poczynaniami tych, którzy tej informacji pragną. Jest więc informatyk swego rodzaju Konradem Wallenrodem w krzywym zwierciadle polskiej rzeczywistości okresu stanu wojennego. Nie przewidział tylko jednego – jego kroki nie tylko mogą zagrozić systemowi, ale też mogą zostać fałszywie zrozumianymi przez dawnych przyjaciół. Chłopak zostaje odsądzony od czci i wiary wszelakiej, sypia się w jego strony gromy, które dziś łatwo moglibyśmy nazwać mianem mowy nienawiści. Jest więc wrogiem dla wszystkich, albowiem jak śpiewał Kaczmarski „kto sam, ten nasz najgorszy wróg”. I tak naprawdę nie wiemy kto tak naprawdę winny jest śmierci Informatyka- niezrozumienie opozycji, czy okrutny system. A może wszystko było inaczej i każdy jest winny?