Wydawnictwo Czarna Owca

Sam tytuł książki Stefana Zgliszczyńskiego "Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali" musi prowokować. Mimo, iż niewinność Polski w jej historii jest mitem nieuprawnionym i dawno obalonym, Autor chce mit ten obalić po raz kolejny nie dostrzegając tego, iż wyważa otwarte drzwi, drzwi przez które i tak nie przejdą ci, którzy historię pojmują w sposób iście dziecięcy.

REKLAMA
W Polsce od dobrych kilku lat toczy się debata o niejednoznacznych postawach polskiego społeczeństwa wobec Holokaustu. Temat ten został rozpoczęty zaraz po zakończeniu wojny, jednak został szybko przerwany- nowej władzy potrzebne było społeczne uznanie, nie mogła więc wywoływać kolejnych sporów, które mogły by spolaryzować naród. W ten oto sposób do lat osiemdziesiątych byliśmy uczeni tego, że zaraz po rozpoczęciu wojny cały naród, jak jeden mąż, stanął do walki z najeźdźcą, cierpiał i był szlachetny, aż do bólu. Słowem w historiografii, książce i filmie Polak z okresu II wojny był skrzyżowaniem Janka z Czterech Pancernych i Winnetou. Takie przedstawienie historii jest wygodne dla tych, którzy potrzebują dowartościowania, uznania w oczach świata, mają wielkie kompleksy i raczej nie analizują otrzymanych informacji. Uświadomienie statystycznemu Polakowi, że wielu z sąsiadów jego dziadka czy pradziadka mogło odbiegać od utrwalonego wzorca Dziadka-Polaka idealnego jest czymś, co musi trwać kilka pokoleń, tym bardziej, że problem ten został tak naprawdę podniesiony dopiero po publikacji Sąsiadów Grossa. Od tego czasu na naszym rynku ukazało się kilkanaście różnych publikacji, obalających, bądź też broniących mitu Polski Niewinnej. Książka Stefana Zgliszczyńskiego jest kolejną, niestety mniej udaną książką z tej ogólnonarodowej dyskusji.
Oczywiście sama książka już doczekała się niezbyt przychylnych polemik. Adwersarze Autora sięgają po dość ciekawe argumenty. Jedni uogólniają losy swych bliskich, lub Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata na cały naród, inni z kolei doszukują się obcości narodowej u Zgliszczyńskiego. W ten sposób starania Autora o dyskusje stają się wołaniem na puszczy. Szkoda, bo umiejętnie prowadzony dialog mógłby z jednej strony osłabić siłę jego argumentów , z drugiej zaś przybliżyć nas do stwierdzenia, że polska historia II wojny światowej nie jest tak czarna, jak ją malował Autor, ani tak biała, jak chcą ją widzieć jego krytycy.
Grzechem pierworodnym książki Zgliszczyńskiego jest przypisanie całego zła polskiej prawicy. Wśród wielu przykładów Autor nie pokazał zbrodni generała Korczyńskiego z Gwardii Ludowej, nie wspomniał też o wysyłaniu partyzantów pochodzenia żydowskiego na samobójcze misje. To zaciemnianie historii nie służy raczej ani celom książki, ani też dyskusji. Tak napisana książka osłabia tezę, iż stosunek Polaków do Żydów wynikał z faktu, że niewielu dostrzegało w swoich żydowskich sąsiadach pełnoprawnych obywateli Rzeczpospolitej. To właśnie jest prawdziwym powodem, dla którego możemy dzisiaj mówić tak naprawdę o trzech narodach polskich – o tych, których dziś możemy nazwać mianem Sprawiedliwych, o tych, którzy byli mniej lub bardziej obojętni, wreszcie o tych, których powinniśmy nazwać zbrodniarzami. I właściwie do takich wniosków powinna zmierzać książka Zgliszczyńskiego.
Grzechem drugim książki jest to, iż Autor zebrał w niej fakty, które są powszechnie znane. Oczywiście znane tym, którzy śledzili publikacje Barbary Engelking, Aliny Całej, Dariusza Libionki czy Jana Grabowskiego. Dlatego nie jest to grzech aż taki ciężki, niewielu ludzi sięga po książki stricte naukowe, łatwiej jest dowiedzieć się czegoś z publicystyki naukowej. Ale czy książkę Zgliszczyńskiego można do takich zaliczyć?