wydawnictwo Wielka Litera

Wszyscy się zgodzimy z tym, że pojęcie prowincji nie oznacza położenia geograficznego, ale sposób myślenia i postrzegania świata. Można być typowym prowincjuszem w wielkim mieście, można też być człowiekiem światłym w małej wiosce. Zgodzimy się jednak, że to pierwsze jest częściej spotykane. Poznajmy prowincję widzianą oczami Marcina Kołodziejczyka.

REKLAMA
Po lekturze tych opowiadań człowiek ma ochotę sięgnąć po butelkę.
Plotki opowiadane w pociągu relacji Mława-Warszawa, starsza rowerzystka z poczuciem przegranego życia, nauczyciel skrzywiony emocjonalnie przez pracę w wydawnictwie erotycznym, szaleniec z wioski w okolicach Chełma, rodziny wsi popegeerowskich uzależnionych od marzeń o szczęściu i bogactwie. To obraz polskiej prowincji pierwszych lat XXI wieku. W sumie obraz ludzi, których pragnienia nieznacznie się zmieniły od czasów „Dziewczyn do wzięcia”, zmieniło się tylko jedno- brak nadziei na poprawę losu. Na prowincji bowiem żyje się z dnia na dzień, nie planuje się jutra, o tym jutrze myśli się dopiero jutro.
Obraz ten jest przygnębiający, bowiem pokazuje, iż tak naprawdę Polska A i Polska B istnieje nadal, w zmienionych tylko granicach. Tu granice przebiegają przez miejscowości i powiaty i biada temu, kto z zagranicy lub tej lepszej Polski A przyjedzie do Polski B w nadziei, że znajdzie tu szanse na zrobienie czegoś dobrego a jednocześnie na zarobienie pieniędzy. Polska B jest bowiem roszczeniowa i nie znosi, kiedy komuś jest lepiej. Sąsiad ma lepszy samochód? Na to jest rada w postaci gwoździa, którym można porysować lakier. Nie mam samochodu, ale sąsiad musi skisnąć z wściekłości, że ten piękny samochód nie będzie lśnić w słońcu. Obcy przyjeżdżają otwierać przedsiębiorstwa? Pewnie zechcą oszukać, okraść i wykorzystywać. Obcy plajtują? To kłamstwo, że nie chcieliśmy pracować, nam się należało więcej. Smutne to prawdy, zaś najsmutniejsza jest ta świadomość, że trzeba będzie kilku pokoleń, by zmienić mentalność tej części polskiej prowincji.
Ponarzekaliśmy na prowincję? Ale zapomnieliśmy wszyscy, łącznie z Autorem powiedzieć, że prowincja ma jednocześnie ten wspaniały urok. Urok miejsca, gdzie nie trzeba się śpieszyć, nie ma wyścigu szczurów, gdzie choć biedniej jest i spokojniej, a więc zdrowiej.