
Ta książka przeleżała w szufladzie ponad trzydzieści lat. Przeleżała, bo była niebezpieczna. I niebezpieczną też pozostała, pokazuje bowiem te poplątane losy obywateli II RP , których los rzucił na terany ZSRR.
REKLAMA
Nikt nie woła to relacja młodego chłopaka, który próbuje przetrwać z dala od rodzinnego domu, w kraju, w którym niezależność i dobro pojedynczego człowieka nie istnieje. Bosy i wynędzniały chłopak przemierza cały ten nieludzki kraj w poszukiwaniu miejsca, gdzie będzie mógł po prostu przeżyć. Jakże niewiele potrzebuje on do szczęścia- dach nad głową, pryczę, kawałek chleba. W takich warunkach każdy, nawet najbardziej szlachetny człowiek zamienia się w bezwzględnego egoistę. Nasz bohater chciałby być taki, obiecuje sobie, że nie będzie zwracać uwagi na żebrzące dzieci, że stanie się kimś, kto dba tylko o wypełnienie własnego żołądka. Oczywiście z zamiarów tych nic nie wychodzi. Bowiem życie takie już jest- ten, kto pragnie pozostać szlachetny zazwyczaj się stacza, a ten, kto wie, że podłość może ułatwić mu życie, nie jest w stanie przezwyciężyć samego siebie. Słowem nasz bohater zostaje upokorzony swą szlachetnością. Nie ma butów, ale dzieli się chlebem z innymi, nie potrafi walczyć o lepszą pracę, miejsce przy korycie, nie jest w stanie kraść tych najpotrzebniejszych rzeczy. Na domiar złego jedyna możliwość poprawy losu zwiodła- w polskim wojsku go nie chcą, ma bowiem niewłaściwe nazwisko. Otrzymuje jednak od litościwego podoficera skarb- ubranie i buty. I ten moment jest cezurą w jego życiu.
To, czym są buty zrozumieć może tylko ten, kto przebył wiele kilometrów boso. Człowiek bosy zwraca bowiem na siebie uwagę. Czym innym jednak jest chodzenie boso z wyboru, czym innym zaś z konieczności. Ten, kto bosym jest z biedy, nie czuje się pewnie, uważa się za gorszy gatunek człowieka. Porządne buty i nowe ubranie czynią naszego bohatera na powrót pełnoprawnym człowiekiem. Takim człowiekiem, który nie wstydzi się swej szlachetności, człowiekiem, który ma prawo szukać miłości i szczęścia. I właśnie naszemu bohaterowi buty pomogły znaleźć miłość, tę prawdziwą, bo wzajemną i poprowadziły go do polskiej Armii. Tej, w której nie przeszkadzało niewłaściwe nazwisko.
