
Sanitariusz odgrywający pod przymusem terrorystę, na wpół zagłodzony szaleniec z ciężarówki wiozącej nielegalnym imigrantów do Niemiec, uciekinier w obozie dla uchodźców we Włoszech z walizką, w której są szczątki jego matki, wreszcie kontuzjowany w czasie nalotu, okrutnie wykorzystany przez ekstremistów. I ten Arab, który za wszelką cenę chce stać się prawdziwym Europejczykiem. Tak, to bohaterowie opowiadań Hasana Blasima wydanych pod wspólnym tytułem „Szaleniec z Placu Wolności”.
REKLAMA
Zgadza się. Współczujemy Irakijczykom. Żyli tyle lat pod okrutną dyktaturą Saddama Husajna, wycierpieli sporo. Nawet teraz ich życie dalekie jest od normy, do jakiej sami przywykliśmy. Współczujemy, ale na odległość. Nam sytym i żyjącym w bezpieczeństwie obywatelom Zachodu do głowy nie przychodzi, że można żyć w takich warunkach, które dla nich są codziennością. Wreszcie, kiedy przybywają do nas, by zaznać choć trochę bezpiecznego życia zżymamy się. Co u licha robią ci czarni wśród nas? Znowu zaczną nam islamizować Europę. Nie chcemy się jednak przyznać, że tak naprawdę boimy się tego, co dla nas nieznane, że nasz strach i niechęć do nich wynika z tego, że uświadamiamy sobie tylko to, co nas różni.Książka Hasana Blasima uświadomić nam może, że oprócz tych różnic są też podobieństwa.
Kto otarł się o piekło ten nigdy nie będzie spokojny, nie będzie też normalny. Po wizycie w piekle każdy jest tak naprawdę szaleńcem. I tacy są właśnie bohaterowie opowiadań Blassima. Szaleństwo bowiem to ukryty brak zrozumienia wśród nawet najbliższego otoczenia. Każdy z nas bowiem reaguje na traumę w zupełnie inny sposób, tak więc jeden szaleniec nie potrafi zrozumieć innego. Kiedy to zrozumiemy możemy poczuć się nieco lżej. Nie rozumiemy tych z Iraku? Furda, wszak oni sami nie są w stanie zrozumieć swoich reakcji. Zawiedzie się jednak ten, kto sięgnie po Szaleńca z potrzeby zrozumienia Arabów. Wprawdzie czytając Blasima możemy wczuć się w jego bohaterów, nie jesteśmy jednak w stanie tak do końca ich pojąć. Gdzieś bowiem w przekładzie duszy arabskiej, jaki czyni na nasze potrzeby Autor, przekładzie na język Człowieka Zachodu, ginie coś, co stanowi istotę tej arabskiej duszy. A może istota ta zginęła w czasie rządów Husajna?
Na koniec warto zauważyć, że sama książka, mimo przekazu okrucieństwa jakiego doświadczyli Irakijczycy, nie epatuje przemocą. Blasim przedstawia terror z pewną szokującą dyskrecją, jako coś, co jego bohaterom wydaje się normalnym elementem dnia codziennego, takim jakim dla nas jest śniadanie czy popołudniowa kawa. I to właśnie najbardziej uderza w Szaleńcu…
