
Tak to jest, że świat idzie naprzód, zmieniają się normy obyczajowe, normy kulturowe, wreszcie zmienia się nasze postrzeganie świata. Do głosu dochodzą nowe myśli, nasza wiedza i doświadczenie każe nam żyć zupełnie inaczej niż żyli nasi ojcowie. Zmieniamy się, tworzy się więc nowa kultura człowieka. Czy jest lepsza, czy też gorsza od tej, którą zaczynamy porzucać jest kwestią dyskusyjną. O wiele ciekawszym jest obserwowanie jak nowe stara się wyprzeć stare, obserwacja wojny kulturowej, która toczy się na naszych oczach.
REKLAMA
Wojciech Burszta wprowadza nas w meandry naszej rzeczywistości . Autor nie podaje żadnych recept, nie opowiada się po żadnej ze stron wielowątkowego sporu, jaki toczy się na naszych oczach. Wojciech Burszta wskazuje nam jedynie trop, dzięki któremu możemy samodzielnie poznać genezę zachowawczych tendencji części społeczeństwa, powracającej mody na nacjonalizm, specyficznych reakcji chłopów polskich, czy wręcz niespodziewanych dla nas stanowisk w czasie licznych debat obyczajowych, jakie przetaczają się przez nasz kraj.
Kiedyś przekonywano nas, że wszelkiego rodzaju fobie wynikają z niewiedzy. Człowiek światły nie będzie odczuwać irracjonalnego strachu przed nowym, dotąd nieznanym. Tenże strach kazał w latach osiemdziesiątych odsuwać się od chorych na AIDS, odmawiać podania dłoni Cyganowi czy Murzynowi. Teraz jednak coraz częściej zaczynamy pojmować, że kulturowe wmawianie stereotypów powoduje odsunięcie całej wiedzy, logiki myślenia czy trzeźwej oceny sytuacji na rzecz reakcji charakterystycznej dla syndromu oblężonej twierdzy. Utwierdzenie stereotypów to kolejny krok do polaryzacji społeczeństwa. Tu stoimy jasno określeni MY, tam stoją ONI a między nami trwa spór przeradzający się powoli w otwarty konflikt. Sam konflikt zaś wymaga zebrania jak największej liczby sprzymierzeńców. Z tego więc punktu widzenia ważna jest jasna identyfikacja stron, która pozwoli na odnowienie współczesnej wersji nacjonalizmu. Ta nowa wersja nacjonalizmu sprzedawana nam jest w takiej samej formie jak każdy inny produkt masowej konsumpcji. Pozwala odnaleźć wspólny mianownik miedzy dwojgiem ludzi wyznającymi odmienne wartości.
W tym miejscu zaczynam mieć problem…. Bowiem wychodzi na to, że duma z sukcesu Justyny Kowalczyk zbliża mnie niejako do zwolenników ONR. A to z kolei zaczyna mnie niepokoić.
