
Chyba każdy z nas uśmiechnie się na myśl o obdarzonym wielką wyobraźnią małym łobuziaku. Znamy ten typ dziecka. Wszędzie go pełno, zawsze przewodzi zgrają podobnych do siebie malców. Jego psoty bywają zazwyczaj niewinne, a te bardziej dokuczliwe dla otoczenia są surowo karane. Taki był właśnie Dzidek, bohater powieści Stefana Wrońskiego.
REKLAMA
Bohater książki Stefana Wrońskiego to Marian Korzybski, nastoletni żołnierz Armii Krajowej, postać równie prawdziwa, co tragiczna. Był jednym z tych, których dorastanie przypadło na nienormalne czasy. Beztroskie dzieciństwo przerwała wojna, chłopcy nagle zaczęli przeistaczać się w mężczyzn, a grupki łobuziaków psocących na podwórkach przeistaczały się samoistnie w zgrane komórki podziemia. W tych bowiem czasach poddana jest próbie prawdziwa natura młodego człowieka, wychodzi na jaw to, co wyniósł on z domu. Podobnej próbie poddana zostaje przyjaźń z dzieciństwa. Zasada jeden za wszystkich, wszyscy za jednego obowiązywać musi jeszcze mocniej. W tych czasach bardziej boli upadek czy zdrada przyjaciela, nawet jeśli nie przekroczył cienkiej granicy lojalności wobec kolegów z podwórka. Boli bardziej niż konieczność wykonania na nim wyroku śmierci.
Okupacja nie jest czasem normalnym, przypadkowo aresztowany Dzidek przebywa na Pawiaku. Jego rodzice podejmują starania o uwolnienie syna. Do zwolnienia miało dojść 3 sierpnia 1944 roku. Dla Dzidka powstanie warszawskie wybucha o dwa dni za wcześnie. 13 sierpnia chłopiec wraz z innymi aresztowanymi zostaje rozstrzelany. Jak większość warszawiaków, tak i rodzina Dzidka straciła w czasie powstania wszystko. I całą rodziną czekali na powrót chłopca, w którego śmierć nie chcieli uwierzyć.
Książka Wrońskiego jest pisana dwoma językami. Opisując czasy przedwojenne Autor używa języka pogodnego, wręcz żartobliwego, by zamienić go w poważny, graniczący z tragizmem, pozbawiony jednak patosu. Brak bowiem w książka hurrapatriotycznych haseł. Patriotyzm jest bowiem tym, co ma się w sercu, nie zaś na ustach. Autor ustami matki Dzidka surowo ocenia postawę oficerów wysyłających pod ostrzał wroga dwunastoletnie łączniczki, pamiętając, że z kimś tę Polskę trzeba odbudować, by nie zniknęły w Niej zupełnie honor, uczciwość czy poczucie przyzwoitości właściwe temu staremu światu. Światu, który jak sami widzimy, obserwując nasze elity, bezpowrotnie zginął.
