
Mafia. Słowo wieloznaczne i tajemnicze. Słowo klucz, które potrafi wytłumaczyć i usprawiedliwić wszystko. W latach siedemdziesiątych w Związku Radzieckim słowem tym określano grupy zawodowe, które władza brała na tzw celownik. Mniej lub bardziej udowodnione spiski i porozumienia miały usprawiedliwić działania przeciw niewygodnym liderom grup zawodowych. O mafii, zarówno realnej jak i wyimaginowanej, napisano już wiele. Książka, którą teraz mamy okazję przeczytać ma nam udowodnić, że Polską rządzi mafia przestępców, gejów i prawników.
REKLAMA
Zastrzegam od razu, że ja zwykły, prosty ekonomista nie mam zamiaru polemizować z Bertoldem Kittelem. Nie będę dowodzić, że w tym, co Autor widzi symptomy działań mafijnych, ja dostrzegam przejawy słynnej polskiej niechlujności, bałaganiarstwa i bylejakości. Działanie to naraziłoby mnie na zarzut przynależności do struktur mafijnych. Zaprzeczający jest bowiem na pewno członkiem mafii, zgodnie z teorią spisku, którą Janusz Gajos wygłosił w filmie "Przesłuchanie". Zgadzam się, że nasze państwo toczy rak, jednak raka tego diagnozuję w zupełnie innym miejscu niż Autor. Faktem jest, że wygodnie jest zwalić całą winę za nasze niepowodzenia czy niestaranność na enigmatyczną mafię. Dałeś się nabrać na spekulację na rynku złotem? Nie, nie jesteś winien temu, że nie analizowałeś jak wzrasta kurs złota i nie porównywałeś z obiecywanym zyskiem. Nie, Ty jesteś niewinny, to wszystko mafia, twarda i bezwzględna. Ta sama mafia jest winna temu, że prokuratura nie zbiera przekonywujących dowodów i przez to dochodzi do uniewinnienia przestępców. Nie, prokurator jest wspaniały, on nie może się mylić i nie może zebrać dowodów, które nie trzymają się kupy. To przecież winna jest mafia. Na mafię możemy zwalić wszystko łącznie z tym, że zupka jest za słona i znowu podrożały papierosy.
Na samym początku książki Bertold Kittel podkreśla, że w jego pracy nie należy ufać źródłom osobowym, należy je weryfikować konfrontując z zebranymi dowodami. Niestety konstrukcja książki przeczy tym słowom. Autor przyjmuje oświadczenia ludzi związanych z Amber Gold jako prawdę objawioną, nie bacząc na fakt, że ludzie ci zainteresowani są wybieleniem samych siebie, umniejszeniem ich roli w tym oszukańczym przedsięwzięciu czy nawet przedstawieniu siebie w charakterze ofiar. Kittel zaś podaje je jako fakty nie pozostawiające żadnych wątpliwości. Amber Gold jako spółka stworzona przez mafię ma jednak pewien sens. Takie przedsięwzięcie mogłoby służyć do wyprania gigantycznych pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej. W stosunkowo krótkim czasie można wyprać nieograniczone kwoty pieniędzy. Gdyby jakakolwiek mafia chciała wykorzystać taką spółkę do zwykłego wyłudzania pieniędzy, to zapewne poważniejsza grupa mafijna złożyłaby jej ofertę nie do odrzucenia. Skoro tak się nie stało to zapewne mamy do czynienia z hochsztaplerką na dużą skalę. I chyba to będzie prozaicznym zakończeniem sprawy Marcina P. twórcy Amber Gold
W trakcie lektury Mafii dochodzimy do wniosku, że Polską rządzi niezidentyfikowany twardy układ- przestępcy i władza. Jakie wnioski więc wyciągnie z tej lektury zwykły zjadacz chleba? Trzeba zabrać tym, którzy się czegoś dorobili, zwiększyć uprawnienia policji, stosować areszty wydobywcze, szukać powiązań rodzinnych i towarzyskich w aparacie sądowniczym… Słowem wskrzeszenia idei IV RP, państwa wszechobecnej podejrzliwości.. Czy o to nam jednak chodzi?
