wydawnictwo Prószyński i S-ka

Inspiracją do napisania tej książki była usłyszana w zakładzie fryzjerskim historia o ludziach, którzy spotkali się na weselu swoich wnuków. Przed wojną byli małżeństwem. Wojna rozdzieliła ich, a oni sami, przekonani o śmierci drugiej osoby, rozpoczęli po wojnie nowe życie. I oto w jesieni swego życia dostali od losu nową szansę, szansę na nową, wspólną przyszłość.

REKLAMA
Z pozoru jest to książka o miłości. Taki niespełniony romans z Holokaustem w tle. Alyson Richman kreuje historię banalną wręcz w swym tragizmie. Oto po zajęciu Czechosłowacji świeżo poślubieni małżonkowie muszą się rozstać. Josef wraz z rodziną otrzymuje szansę na bezpieczeństwo, Lenka zaś nie chce z tej szansy skorzystać. Nie chce pozostawić swoich rodziców na pastwę losu, liczy na to, że Josefowi uda się wywieźć całą rodzinę i gdzieś tam w dalekim kraju wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Niestety przyszło im żyć w czasach, których architektem był Hitler, a jego projekt świata nie przewidywał życia Żydów. Lenka załamana po tym jak znalazła nazwisko swego męża na liście pasażerów pierwszego zatopionego w tej wojnie przez Niemców statku pasażerskiego, przechodzi piekło. Terezin, Auschwitz i Marsz Śmierci… Po wojnie stara się ułożyć swe życie. Josef zaś, po tym jak odnalazł jej nazwisko w spisie uczestników jednego z ostatnich transportów do obozu śmierci, stracił złudzenia. Dobrze wiedział, że taka podróż oznaczała tylko jedno…
I właściwie można by zakończyć rozważania na temat Wojennej narzeczonej, gdyby nie pokazane przez Autorkę dwie, jakże różne postawy dwóch kobiet. Amalia, kobieta, z którą po wojnie związał się Josef, była uciekinierką z zajętej przez Niemców Austrii. Uczepiła się jednej, jedynej szansy na ratunek. Nie mogąc zabrać ze sobą całej rodziny zdecydowała się na wyjazd z siostrą. Gdy siostra została zatrzymana przez gestapo, Amalia zdecydowała się na samotną podróż. Mamy więc postawę diametralnie różną od postawy Lenki. Lenka bowiem pozostała ze swą rodziną do samego końca. Posunęła się do tego, iż zapisała siebie i swą młodszą siostrę do oświęcimskiego transportu po to, by pozostać z rodziną. To ostatnie jest wręcz niezrozumiałe. Na co liczyła Lenka w drugiej połowie 1944 roku? Na mity o fabryce, w której Żydzi będą pracować na chwałę III Rzeszy? Dlaczego nie próbowała ratować swej młodszej siostry? Czy możemy więc powiedzieć, że postawa Lenki była tą właściwą? Czy wolno nam oceniać postawy obu kobiet? W końcu to obie musiały dokonać wyboru. I obie też przegrały. Wprawdzie zdołały przeżyć, ale w ich życiu coś umarło….