Biblioteka Gazety Wyborczej

150 lat temu Fiodor Tiutczew napisał znamienne słowa: Umysłem Rosji nie zrozumiesz i zwykłą miarą ją nie zmierzysz… Słowa te wydają się aktualne po przeczytaniu zbioru felietonów Wacława Radziwinowicza.

REKLAMA
Dlaczego tak bardzo interesuje nas współczesna Rosja? Czy to brzemię naszej wspólnej, trudnej i wrogiej historii? A może to ten wzajemny kompleks niższości? A może jeszcze coś innego? Mówimy, ze Rosja to kraj dziki, Polsce nieprzyjazny, kraj odradzającego się nacjonalizmu w najbardziej brutalnym wydaniu. Potępiamy Rosję za wojnę w Czeczenii, za tłumienie opozycji, za łamanie praw człowieka. Nie podoba nam się Rosja, a nasze negatywne odczucia przenosimy na zwykłych Rosjan. W okazywaniu naszej wyższości mieliśmy swoje pięć minut w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to tłumy Rosjan przywoziło do nas tanie papierosy i alkohol, a nasi politycy z dumą mówili o Polsce jako o pomoście dla kontaktów Rosji z Europą Zachodnią. Te pięć minut jednak szybko przeminęło. My jednak dalej nie lubimy Rosjan, zaś nasi politycy stosują wobec całego społeczeństwa moskiewski straszak zupełnie nie rozumiejąc ludzi, którzy obecnie przewodzą w tym kraju, ani tego, że tak naprawdę to współczesna Rosja jako taka niewiele się różni od Polski.
Oczywiście wskazanie na podobieństwa Polski i Rosji może nie zostać przychylnie odebrane. Humaniści powiedzą, że przecież nie ma u nas cwanych generałów, którzy starają się przedłużyć napastniczą wojnę, by czerpać z niej krociowe zyski, nie ma też wojen takich jak te w Czeczenii, obywatele Polski nie muszą obawiać się wszechwładnej milicji, nie ma też mordów politycznych ani uciszania niewygodnych mediów, a wypracowane standardy demokratyczne pozwalają opozycji na wygłaszanie księżycowych wręcz teorii i swobodnego ataku na rządzących. Demokraci powiedzą, że władza nie wpaja nam nacjonalizmu i nie szkoli prorządowych pretorian. Nie widzimy też w Polsce tak drastycznych różnic między najbogatszymi a tymi najbiedniejszymi. To wszystko prawda, prawdą jest też to, że nie dotyka nas wszechobecny w Rosji alkoholizm, a nasi politycy, poza kilkoma epizodami, nie nadużywają swej władzy. Tylko czy jest to na pewno nasza polska zasługa? A może mieliśmy szczęście, że u nas władzy nie sprawują cynicy i populiści? Ile czasu bowiem zajęłoby nam doprowadzenie wewnętrznej sytuacji analogicznej jak w Rosji? Ilu naszych dziennikarzy znalazło się na sporządzanej trzy lata temu „liście hańby narodowej”? Jak często u nas padają oskarżenia o zdradę narodową? Czy nie padały u nas słowa o tym, że trzeba poszukać gałęzi dla kontrowersyjnego polityka?
Mamy szczęście, mamy wiele szczęścia, że mamy kulawą, ale jednak demokrację, mamy szczęście, że potrafimy rozpoznać populistów, mamy wreszcie szczęście, że ci najgroźniejsi populiści nie potrafią zbyt długo ukrywać swego populizmu. Tylko czy to wystarczy, by poczuć się lepszym krajem od współczesnej Rosji? Pomyśl o tym, zadowolony z siebie obywatelu Rzeczpospolitej.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?