
Wyobcowanie, inność, brak perspektyw i posiadania własnej historii, tej historii, która determinuje tożsamość . Jednym słowem rzeczywistość tragiczna, która może pasować do każdego kręgu kulturowego. Tytułowy Sufi może być naszym sąsiadem, o którego samotności i bólu nawet nie chcemy wiedzieć.
REKLAMA
Młody chłopiec i towarzystwo zdeptanych przez życie, zmęczonych walką i przeciwnościami mężczyzn. Czyż można wyobrazić sobie gorzej dobrane towarzystwo? W czym może tkwić ich podobieństwo? W małym szczególe anatomicznym, który na zawsze naznaczył chłopca? Czy skaza cielesna może odcisnąć się na duszy, na życiowym doświadczeniu? Czy to wystarczy do wychylenia czary goryczy, która będzie przepustką do spokoju w odosobnionym, zapomnianym przez ludzi miejscu? Czy droga, w którą rusza młodzieniec jest wyznaczoną przez derwisza tariką? Wszak chłopcem nie opiekował się żaden mursz id, on sam musiał wyznaczać sobie drogę i baczyć na pułapki, jakich była pełna.
Stambuł, do którego dotarł chłopiec, stał się jedynym etapem tej drogi. Miasto złych z pozoru ludzi. Złych? A może raczej ludzi ze złymi doświadczeniami? Ludźmi podobnymi do młodego sufiego, ludźmi unikającymi przemocy, potrafiących ją jednak stosować w razie konieczności. Każdy z nich staje się dla chłopca staje się dla chłopca makamem, postojem, w drodze. Aż wreszcie następuje chwila, w której chłopiec odnajduje swe przeznaczenie. Jakie? Zakończenie jest równie zaskakujące jak cała książka.
Nie radzę rozpoczynać lektury Sufiego przed snem. Nie jest to książka, którą czytamy dla odprężenia. Lektury tej nie sposób przerwać, a gdy się ją skończy, ciągle towarzyszy nam w myślach .
