Ogród wspomnień. Amy Hatvany
Ogród wspomnień. Amy Hatvany Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Poszukiwanie akceptacji, miłości, dążenia do doskonałości dwojga ludzi- ojca i córki. Historia równie nierealna jak całe życie….

REKLAMA
Należy zrozumieć tych, których książka Amy Hatvany będzie irytować. Zawarta w niej opowieść powinna zakończyć się tragicznie. Oto bowiem mamy dziewczynę, nad którą ciąży trauma dzieciństwa- skłóceni rodzice, liczne załamania nerwowe ojca, jego nałogi… A jednocześnie wspólne doświadczanie piękna, poznawanie świata i odkrywanie talentów, w które dziewczynkę wyposażył los. Jednym słowem Autorka wykreowała typową relację dziecka z uzależnionym rodzicem. Idealna sceneria do napisania dramatu, w którym dziecko nie potrafi poukładać sobie swego dorosłego życia, w którym żyje z poczuciem winy, wreszcie popadające w uzależnienie. Idealny początek samonakręcającego się dramatu. Amy Hatvany sprawiła niespodziankę tym, którzy spodziewali się właśnie takiego scenariusza. Jej bohaterka zaczyna walczyć i wygrywa. Nie przyjmując do wiadomości tego, co z pozoru wydaje się oczywiste, dziewczyna zaczyna szukać zaginionego przed laty ojca. Nie są to jednak poszukiwania prowadzone dla samych poszukiwań. Nie mają one na celu ani uspokojenia sumienia, ani też samodoskonalenia dziewczyny. Nie mają one również na celu znalezienia przez dziewczynę wymarzonego partnera życiowego, ani poukładania relacji z matką. Wszystko to jednak następuje i stanowi dodatek do „wisienki na torcie” poszukiwań. Wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi książka kończy się po amerykańsku - szczęśliwie - jej bohaterowie stają się doskonalsi, pojmują swoje błędy i chcą rozpocząć swe życie na nowo.
Amy Hatwany dokonała rzeczy niemożliwej- pogodziła pragnienie szczęśliwego zakończenia ze świadomością twardej rzeczywistością dnia codziennego. Iście amerykańskie potraktowanie tematu sprawiło, iż momentami książka jej ociera się o klimaty harlekinowskie. Oto bowiem mały Kopciuszek spotyka swego księcia, mądrego, dobrego, zaradnego i bogatego. Trochę tego za dużo? Ten, kto zada takie pytanie z pewnością będzie miał rację. A jednak…. Zamiarem Autorki nie było pokazanie rzeczywistości takiej, jaką widzimy. Wracając z pracy, po codziennej harówce mamy prawo nie mieć ochoty na dołującą lekturę, mamy prawo do rozrywki, w końcu do pozytywnego zakończenia dramatycznej historii. Mamy więc i prawo do hollywoodzkiego zakończenia, które co prawda mnie osobiście zirytowało, ale wiem, że może ono nieść nadzieję dla takich ludzi jak bohaterka książki i jej ojciec. Nadzieję, że zawsze można zacząć od nowa. Czymże bowiem będzie życie bez nadziei?

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?