Dan Hampton  Viper. Pilot F-16
Dan Hampton Viper. Pilot F-16 Wydawnictwo Pascal

Emerytowani żołnierze, zwłaszcza ci, którzy uczestniczyli w misjach bojowych, mają manierę publikowania swoich wspomnień. Zazwyczaj kreują się w nich na bohaterskich ideowców, albo też na cwanych gangsterów przebranych na chwilę w wojskowe mundury. Autor Vipera przedstawia swą historię inaczej. Żołnierz wg Dana Hamptona musi być świetnie wyszkolonym fachowcem, wykonującym swoją stresującą pracę. Nowoczesny, prawdziwy żołnierz gardzi tymi pseudo bohaterami, którzy chcą umierać zanim zaczną walczyć, gardzi też cwaniaczkami o gangsterskim podszyciu, którzy potrafią zastraszać słabszych rejterując jednocześnie w starciu z równorzędnym przeciwnikiem. Nowoczesny żołnierz kochając życie liczy się ze śmiercią wpisaną w jego zawód, nie znosi jednak, gdy jego życie naraża się bez potrzeby.

REKLAMA
Dwadzieścia lat służby w amerykańskim lotnictwie, 608 godzin lotów bojowych, wysokie odznaczenia i trzy kampanie wojenne. To całe wojskowe życie pułkownika Dana Hamptona, pilota eskadry Dzikich Łasic, formacji skupiającej elitę lotnictwa amerykańskiego. Zadanie Dzikich Łasic polegało na niszczeniu stanowisk obrony przeciwlotniczej przeciwnika, po uprzednim ich wykryciu . Aby wykryć stanowiska obrony przeciwlotniczej Dzikie Łasice wystawiały się na ich ogień. Nasuwa się tu porównanie z taktyką kamikadze, przy czym od amerykańskich pilotów nikt nie wymagał śmierci na polu walki. Jasnym jest jednak, że piloci Dzikich Łasic nie tylko musieli mieć żelazne nerwy i przejść świetne, ponadprzeciętne wyszkolenie bojowe. Z samej opowieści Hamptona wnioskować możemy, że musieli być to ludzie w jakimś stopniu szaleni. To szaleństwo odczuwamy czytając przebieg akcji, w których uczestniczył autor. Tempo narracji opowieści nie wynika tylko z charakteru opowieści.
Właściwie sam Hampton w swojej historii jest tylko żołnierzem. Nie ma w niej miejsca na kobiety, doświadczanie sztuki, a sama rozkosz życia zamyka się w imprezach czy krótkich wycieczkach, a w obu tych rozrywkach towarzyszą autorowi koledzy z jednostki. Dla tego żołnierza nic poza wojskiem się nie liczy. Spacer po ulicach hiszpańskiego miasta bez towarzystwa innych pilotów zdaje się być w tej opowieści nie na miejscu. Hampton jest bowiem żołnierzem do szpiku kości, a jego prawdziwe życie sprowadza się do chwil spędzonych w F-16.
Jak więc ocenić Autora książki. Doprawdy trudne zadanie dla pacyfisty. Z jednej strony w postawie Hamptona uderza cynizm i pewność siebie pomieszana z pogardą dla tych innych, którzy nie są pilotami. On sam jest pilotem, a co za tym idzie półbogiem. A reszta? Reszta nie ma prawa nawet wejść do wojskowej kantyny, gdzie odpoczywają prawdziwi piloci. Pamiętajmy jednak, że Hampton jest przedstawicielem tego starego sposobu prowadzenia wojen, w którym żołnierze starają się zachować pozory szlachetności, a który powoli odchodzi do lamusa. Jeśli postawimy na jednej szali pułkownika Hamptona, na drugiej zaś siedzącego wygodnie w bunkrze żołnierza obserwującego na ekranie monitora obraz pochodzący z bezzałogowego samolotu, człowieka, dla którego przeciwnik będzie podobny do figurek w grze komputerowej, na czyją korzyść przechyli się waga? Hampton nie szafował ludzkim życiem, dla niego walka równała się narażeniu własnego życia, nie zaś wciśnięciem klawisza w komputerze. Pamiętajmy o tym, jeśli będziemy oceniać naszego pułkownika.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?