Adam Leszczyński. Władcy mórz oraz inne afrykańskie historie
Adam Leszczyński. Władcy mórz oraz inne afrykańskie historie wydawnictwo Wielka litera

Afryka to dla nas synonim biedy i zacofania. Pogardliwie mówimy o Afrykanach, którzy korzyść dnia dzisiejszego przedkładają ponad dobro ogólne. Czasem zaczynamy nawet twierdzić, że tylko obecność białego człowieka gwarantuje racjonalność postępowania mieszkańców Afryki. Czy tak aby jest na pewno?

REKLAMA
Jeśli możemy o kimś powiedzieć, że zna współczesną Afrykę, to będzie nim z całą pewnością Adam Leszczyński. Afryka Leszczyńskiego to nie Safari, nie ośrodki wypoczynkowe czy enklawy względnej zamożności. Leszczyński poznał Afrykę nieco inną, Afrykę tragarzy na malawijskiej giełdzie tytoniowej, Afrykę rybaków znad jeziora Wiktorii, somalijskich piratów, slumsów, umieralności noworodków i Afrykę, w której homoseksualizm leczony jest gwałtem. Ta Afryka nie ma oblicza Sienkiewiczowskiego Kalego, daleko jej też od Afryki jaka śniła się Lumumbie. To po prostu biedna kraina beznadziejności, w której wszyscy grają w jedną grę, w grę, w której wygranym jest ten, kto dziś wyrwie dla samego siebie jak najwięcej korzyści. Jutro się nie liczy, jutro możemy nie żyć, po cóż więc ktoś inny miałby korzystać z owoców naszej pracy czy oszczędności? Dzisiejszy dzień to co innego, jeśli uzyskam zagraniczną pomoc, pożyczkę, dotację czy darowiznę jestem wygrany, wygrałem dobrobyt dnia dzisiejszego. Gra ta jest więc prosta i polega w dużej mierze na tym, by zachowywać pozory jakiegokolwiek długoterminowego planowania. Tylko dzięki tym pozorom można się dobrać do najbardziej apetycznego kawałka tortu- do zachodnich dotacji, do darowizn dla fundacji walczących z biedą. Tort ten jest na tyle apetyczny, że organizacje niosące pomoc mieszkańcom slumsów powstają niczym grzyby po deszczu, a efektem pracy każdej z nich jest jedynie dobrobyt pracowników tejże organizacji. Kto jednak nie wzruszy się na myśl o umierających z głodu mieszkańcach Czarnego Lądu? Kto po zjedzeniu krwistego steku nie zechce uspokoić sumienia poruszonego newsami z Afryki, datkiem na rzecz organizacji humanitarnej? Czy jednak mają prawo czuć się oszukani ci donatorzy pseudohumanitarnych afrykańskich organizacji? Wszak pomagają mieszkańcom Czarnego Lądu. Wprawdzie jedynie kilku, ale jakąś pomoc im niosą. Cyniczne? Być może, za to prawdziwe. I chwała Adamowi Leszczyńskiemu za to, że pozbawia nas złudzeń, pozbawia dobrego samopoczucia ludziom, którzy kupując butelkę wody mineralnej liczą, że naprawią afrykańską rzeczywistość. Że pokazuje wreszcie rzeczywistość Czarnego Lądu. I niech nikt z czytających Zbawców mórz nie czuje się oszukanym… To tylko gra, w którą gramy wszyscy. Ich korzyścią z tej gry są doczesne dobra, naszą złudzenie, że czynimy dobro.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?