
Wydarzenia w El Mozote są hańbą na gwiaździstym, amerykańskim sztandarze. Mimo, że zbrodni tej nie przeprowadzili amerykańscy żołnierze, odpowiedzialność za nią spada na administrację Ronalda Regana. Prezydent Stanów Zjednoczonych wiedział kogo popiera, wiedział kogo zbroi i wiedział też jaką zbrodnię pomaga zatuszować. A wszystko to w imię tzw. „racji stanu”.
REKLAMA
Grudzień 1981 roku. Trwa operacja o kryptonimie Odsiecz. Celem tej operacji była likwidacje lewicowej partyzantki w Salwadorze. Salwadorscy oficerowie postanowili raz na zawsze zlikwidować lewicową opozycję w swoim kraju. Była to odpowiedź na oczekiwania Wielkiego Brata, który hojnie dotował juntę wojskową, w zamian za co wymagał odsunięcia od swego terytorium lewicowego zagrożenia. Pan każe, sługa więc musi. Z iście medycznym zacięciem, junta wojskowa przystąpiła do oczyszczania Salwadoru z prawdziwych lub też wydumanych komunistów. Uznając komunizm za rodzaj gangreny, wojskowi postanowili zabawić się w chirurgów. O ile jednak chirurg ratujący życie ma do swej dyspozycji anestezjologa, skalpel i wiedzę medyczną, to generałowie dysponowali jedynie wyszkolonymi mordercami z osławionej brygady Atlacal, dowodzonej przez zwykłego bandytę, pułkownika Monterrosa. Musiało więc dojść do masakry. Wojacy Monterrosy zlikwidowali zagrożenie komunistyczne , którym było 700 cywili, w tym niespełna roczne dzieci. Wielkie to było zwycięstwo armii salwadorskiej, wyszkolonej przez amerykańskich doradców. Dziwić może tylko, że prawicowa junta się robiła wszystko, by wieść o „bohaterstwie” brygady Atlacal nie przedostała się do opinii publicznej. Z gorliwością godną współsprawcy wspomagała w tych staraniach salwadorską juntę administracja Regana, zainteresowana dalszym wspieraniem swego sojusznika.
Książka Marka Dannera relacjonuje nam sposób, w jaki zbrodnia ta została ujawniona. Danner z reporterską zaciętością podaje nam fakty, które w niekorzystnym świetle stawiają amerykański Kongres, armię i samego Regana. Postępowanie administarcji amerykańskiej według zasady :„to dranie, ale nasi dranie”, charakterystyczne dla okresu sprzed rozpadu ZSRR doprowadziło do zwykłej zbrodni i narobiło Stanom Zjednoczonym wrogów. Czyż można się dziwić , że kilkadziesiąt lat później, taki Chavez stał się popularnym politykiem nawet poza granicami Wenezueli? Polityka republikańskich prezydentów USA zmierzała do jednego- spolaryzowania społeczeństw, pchnięcia niezdecydowanych w stronę przeciwników. I niech nikt nie usprawiedliwia zbrodni w El Mozote racją stanu. Każdy argument zostanie obalony przez znalezioną przy jednym z zamordowanych zabawkę. Ta zabawka, mały, plastikowy konik, uniemożliwia usprawiedliwienie zbrodni w El Mozote.
