
11 września 2001 roku był dniem, który zmienił cały świat. Dzień ten nie tylko otworzył nowy rozdział w walce z międzynarodowym terroryzmem, ale był też znaczącym dniem w polaryzacji współczesnego świata. 10 lat po wydarzeniach z 11 września Ameryka wzięła odwet na Osamie bin Ladenie, przywódcy Al. Kaidy i mózgu ataku na Amerykę. Jednak czy świat może czuć się bezpiecznie? Czy można odwrócić proces polaryzacji współczesnego świata?
REKLAMA
Mark Bowden, autor słynnego Helikoptera w ogniu wziął tym razem na tapetę historię polowania na najgroźniejszego terrorystę współczesnego świata. Osama bin Laden, bo o nim mowa, dysponował tym, co sprawia, iż terrorysta staje się śmiertelnie niebezpieczny- finanse i charyzmę. W połączeniu z fanatyzmem jest to mieszanka wybuchowa. Celem bin Ladena było stworzenie po wygranej świętej wojnie z niewiernymi, państwa pan islamskiego. Bin Laden dowiódł osobistej odwagi i fanatyzmu w czasie radzieckiej interwencji w Afganistanie, potrafił również przekonać do siebie tych, dla których nurty islamu były za mało radykalne lub zbyt ciasne, tych, których nie zadowala obecny stan rzeczy. Słowem skupił wokół siebie różnego rodzaju wyrzutków, niezmiernie inteligentnych, odrzuconych przez Zachód i zdecydowanych na wszystko. Kapitał ten wystarczył do przeprowadzenia najbardziej śmiałej i bezwzględnej operacji terrorystycznej w historii świata.
Po drugiej stronie barykady stał kraj, który bin Laden postrzegał jako zagrożenie dla tożsamości muzułmańskiej – Stany Zjednoczone Ameryki. Rozumowanie fanatyka było proste- destabilizacja Ameryki oznacza zachwianie równowagi współczesnego świata. Ośmielone państwa islamskie mogą ugrać w nowych warunkach wiele dla siebie. Bin Laden liczył, że w tychże warunkach, kraje arabskie uznają supremację nowego przywódcy. Ten ostatni punkt był oczywiście nie do zrealizowania i świadczył o wyidealizowanym spojrzeniu na świat. Polaryzacja współczesnego świata nie mogła bowiem oznaczać, że tacy przywódcy jak Mubarak, Kadafi, Assad czy Ahmadineżad zrezygnują z własnych ambicji. Pod tym względem Osama bin Laden przypominał współczesnych islamofobów, którzy traktują religię en masse, odrywając ją jednocześnie od interesów politycznych, czy tego, co dzieli nurty religijne. Tak więc atak na Amerykę nie mógł wywołać nowej wojny religijnej, mógł jednak zaszkodzić wizerunkowi Zachodu w oczach muzułmanów.
Amerykański przywódca, prezydent Bush również nie był mężem stanu, który zdawał sobie sprawę ze skutków wypowiadanych słów czy też czynów. Użyte przez niego słowo „krucjata”, w rozumieniu wojny z terroryzmem, było czymś, co mistrz dyplomacji Talleyrand określał czymś gorszym od zbrodni, było po prostu błędem. Błędów tych było oczywiście więcej. Bowden w swej książce nie rozwodzi się na temat potknięć polityki amerykańskiej. Wspomina o nich w sposób jakby były rzeczą oczywistą i nie dało się ich uniknąć. Mimo wyraźnych sympatii Autora wobec polityki Baracka Obamy, w książce nie ma wyraźnej krytyki polityki Busha. Sugestia Autora jest prosta- Bush miał osłabić Al. Kaidę, Obama zaś zniszczyć jej mózg.
Sama ksiażka utrzymana jest w konwencji fabularyzowanego dokumentu. Jesteśmy obecni w gabinecie owalnym, uczestniczymy w rozmowach prezydenta Obamy z osobami odpowiedzialnymi za namierzenie bin Ladena, wreszcie wraz z komandosami amerykańskimi lądujemy w Pakistanie. Nie znajdziemy w książce westernowych zagrań, hollywoodzkich dylematów i hurrapatriotycznych określeń. Przekaz książki jest prosty- bin Laden zaatakował Amerykę, atak ten musiał pociągnąć za sobą wyeliminowanie bin Ladena. Tak się stało, co jest niewątpliwym sukcesem administracji Baracka Obamy.
Nie jesteśmy oczywiście w stanie skonfrontować książki z dokumentacją. Wiele bowiem szczegółów akcji zostało utajnionych. Bowden pozostawia nam jednak pewną niewiadomą, nad którą musimy się sami zastanowić. Czy dla walki z terroryzmem nie byłoby korzystniejsze postawienie bin Ladena przed sądem? Czy osądzenie zbrodniarza nie złamałoby kręgosłupa całego międzynarodowego terroryzmu? Bowden nie pozostawia nam wątpliwości- amerykańscy komandosi nawet nie próbowali schwytać terrorysty. Ich akcja zakończyła się egzekucją bin Ladena. Ale nasze wątpliwości zweryfikuje historia…
