
Każdy z nas w dojrzałym wieku, podobnie jak Rod Stewart, zechce podsumować własne życie. Swe życie Rod ocenił jako udane. Czy wielu z nas będzie mogło powiedzieć to samo? Czy wielu będzie takich, którzy będą mogli powiedzieć, że swego życia nie zmarnowali ?
REKLAMA
Jest to opowieść o człowieku, który w branży muzycznej pracuje od wczesnych lat sześćdziesiątych, w latach siedemdziesiątych uznany był za znaczącą gwiazdę, jako solista nadal bije rekordy popularności, a jego muzyka nadal jest świeża. W czym tkwi tajemnica Szkota, który otwierał listy przebojów po obu stronach Atlantyku? Jakim właściwie jest człowiekiem Wielki Rod?
Szczerość Roda musi zaskakiwać. Ci, którzy będą oczekiwać opowieści o tym jak z młodocianego łobuziaka i zdolnego lenia narodziła się późniejsza gwiazda rocka, będą zaskoczeni. Pilny i mało zdolny uczeń, unikający kłopotów i bójek, rozpieszczany przez rodziców. Tak wyglądało dzieciństwo Roda. Dalsza jego opowieść jest typowa dla pokolenia dzieci-kwiatów. Imprezy, alkohol, narkotyki, rock i seks, w tym też ten płatny. Wreszcie ta pogoń za prawdziwą miłością, która zaowocowała kilkoma małżeństwami. Można więc powiedzieć, że Rod Steward jest dzieckiem własnej epoki, tym tylko się wyróżniającym, że epokę tę współtworzył. Czy trzeba pisać więcej?
Jeśli ktoś sięgając po „Autobiografię..” oczekuje wzniosłych myśli, srodze się zawiedzie. Rod nie jest myślicielem, a jego autobiografia z pewnością nie będzie wiekopomnym dziełem. Jednak od piosenkarza wymagamy tylko, by dla nas śpiewał .
