Iwan Sołoniewicz
Rosja w łagrze
Iwan Sołoniewicz Rosja w łagrze wydawnictwo PWN

Zbrodnicza twarz bolszewickiego systemu w Rosji opisana przez nieprzejednanego przeciwnika komunizmu, Iwana Sołoniewicza. Książka ta zadowoli nie tylko miłośników historii, ale też wielbicieli powieści sensacyjnych. Opisuje bowiem nie tylko radziecką rzeczywistość lat trzydziestych, ale też sensacyjną ucieczkę z sowieckiego gułagu.

REKLAMA
Jak rodził się bolszewizm, jak powstawał nowy, radziecki człowiek, jak przebiegał proces przemiany Rosji w rządzone terrorem państwo totalitarne? Na te pytania odpowiada nam w swej relacji prawnik i dziennikarz Iwan Sołoniewicz. Ten nieprzejednany monarchista uważał bolszewizm za największe zagrożenie dla Rosji. Rosja pozbawiona spoiwa w postaci cara, rządzona za pomocą strachu, głodu i policji politycznej stała się krajem ludzi tchórzliwych, zastraszonych i zdemoralizowanych. Nie był to kraj, w którym można było normalnie żyć i Sołoniewicz to rozumiał, pragnął wolności i pragnienie to postanowił zrealizować. Pierwsza, nieudana ucieczka zakończyła się skazaniem na wieloletni pobyt w łagrze. Wydawało by się, że to koniec dla Sołoniewicza. Jednak był to dopiero 1933 rok, jeszcze nie nastąpiła żadna zapowiedź wielkiej czystki, jeszcze nie było pokazowych procesów i szukania wrogów we własnych szeregach. W dodatku Iwan wraz z synem i bratem nie trafili do łagrów syberyjskich. Bliskość Finlandii dawała nadzieję. Dzięki determinacji, inteligencji, sprytowi i sprawności fizycznej Sołoniewiczom udało się wydostać z łagru i trafić do wolnego świata.
Z relacją Sołoniewicza wolny świat miał okazję zapoznać się już w latach trzydziestych, czyli na długo przed książkami Sołżenicyna. O ile jednak Sołżenicynowi dano wiarę, o tyle nad Sołoniewiczem zapadła zasłona milczenia. Świat nie był przygotowany na przyjęcie prawdy o totalitaryzmach. Stalin jawił się jako twardy przywódca na ciężkie czasy, a w całej Europie modni byli silni przywódcy. Lata trzydzieste to nie lata demokracji, Sołoniewicz mógł pogodzić się z niepowodzeniem swojej książki, lub też stać się narzędziem w rękach innego zbrodniczego dyktatora. I chwała Sołoniewiczowi za to, że instynktownie nie dowierzał Hitlerowi. Zadajmy sobie jednak pytanie- po cóż nam dzisiaj „Rosja w łagrze” skoro znamy Sołżenicyna? I odpowiedzi będzie zapewne tyle, ilu będzie odpowiadających.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?