
Obiekt westchnień zakochanych, miejsce zesłania pana Twardowskiego, wreszcie przedmiot pożądania chciwego Jacka i Placka. Księżyc, najjaśniej widoczny z ziemi obiekt na niebie.
REKLAMA
Właściwie książkę tę można było zatytułować „Wszystko, co powinieneś wiedzieć o księżycu, ale nie przyszło ci do głowy, by o to zapytać”. Autor książki jest naukowcem zajmującym się na co dzień badaniem kosmosu, któż więc lepiej nadawałby się do opowiadania o księżycu? Włodarczyk napisał więc książkę, która z jednej strony jest historią badań księżyca, z drugiej zaś zbiorem hipotez, fantazji i dywagacji na jego temat. Mimo, że wiele z nich było błędnymi i dziś można się z nich naśmiewać, to stanowiły podwalinę przyszłych badań i sukcesów naukowych. Nawet ślepa uliczka jest źródłem sukcesu nauki, uczulając przyszłych badaczy na błędy ich poprzedników.
Sfera naukowa książki jest oczywiście ciekawa, lecz dla humanisty bardziej porywającą będą wyobrażenia pisarzy o tajemnicach srebrnego globu. Kiedy uświadomimy sobie jak przed stu laty autorzy powieści science-fiction wyobrażali sobie księżycową rzeczywistość, możemy naśmiewać się do łez, lub też pogardliwie wzruszyć ramionami. Każda z tych reakcji byłaby oczywiście zrozumiała, ale co do tego, czy byłaby słuszna, mam wątpliwości. Wszak jesteśmy bogatsi o stulecie badań i podróże kosmiczne. Pisarze, tacy jak mój ulubiony Wells, mieli do dyspozycji jedynie swoją wyobraźnię pisząc o kastach ludzi księżycowych, z których ci o wielkich ramionach i małych głowach pracowali fizycznie, zaś cherlawi wielkogłowi kierowali księżycowym życiem. Czy może być lepszy obraz współczesnych społeczeństw? Mogę jedynie mieć pretensje do Autora, że tylko na kilku stronach powoływał się na genialną w swej prostocie powieść Wellsa, wiem jednak, że każy z nas znajdzie coś dla siebie w opowieści Jarosława Włodarczyka.
