
Od jakiegoś czasu kryminał przeżywa swój renesans. Niewątpliwie związany jest on z pojawieniem się na rynku wydawniczym tzw. kryminałów z historią w tle. Od kilku lat mamy istny wysyp takich książek. Modę tę wprowadził niewątpliwie autor kryminałów, których akcja toczy się w przedwojennym Wrocławiu. Do tych książek dołączyli autorzy innych. Mamy więc kryminały z przedwojennym Poznaniem, Lublinem czy Kaliszem. W końcu zaś do plejady miast dołączył Lwów opisywany przez Pawła Jaszczuka.
REKLAMA
Lwów, ostatnia wiosna dwudziestolecia międzywojennego. Dziennikarz śledczy Jakub Stern trafia na ślad dziwnej zbrodni. Oto zostaje zamordowany znany krawiec, a kilka dni później tajemniczy morderca zaczyna mordować jego klientów. W tym samym czasie we Lwowie znajdowane są ciała noworodków. Dziennikarz rusza tropem mordercy krawca nie przypuszczając nawet, iż sprawa, którą się zajmuje poprowadzi go na trop szalonego pseudonaukowca zafascynowane eugeniką. Nieoczekiwanym sprzymierzeńcem Sterna stanie się inny, znany morderca tropiący swego naśladowcę.
Miłośnik kryminału znajdzie w "Akuszerze śmierci" wszystko to, czego mógłby się spodziewać po książce tego gatunku. Wartka akcja, zagadkowa zbrodnia, drobiazgowe śledztwo i zaskakujące zakończenie. Jednak czytelnik, który chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o przedwojennym Lwowie i poczuć jego atmosferę, będzie zawiedziony. Autor jakby zapomniał, że nie wystarczy wpleść do książki dialogi zawierające elementy gwary. Gwara połączona z zestawieniem nazw kilku ulic miasta, kościołów czy wspomnienie o drużynie piłkarskiej to stanowczo za mało, by wprowadzić czytelnika w realia życia ówczesnego miasta. Po wprowadzeniu kosmetycznych zmian akcja książki mogłaby się równie dobrze dziać w Olsztynie z lat sześćdziesiątych jak i współczesnym Szczecinie. Jakże blado wypada książka Jaszczuka wobec hołdu, jaki złożyła Kaliszowi niezrównana Aneta Ponomarenko swoim "Strażnikiem skarbu".
A szkoda, bo przedwojenny Lwów zasługuje na podobną książkę.
