
Stało się o niej głośno cztery lata temu. List gończy za Romanem Polańskim, zatrzymanie w Szwajcarii, próba ekstradycji do Stanów Zjednoczonych. I wtedy jej nazwisko poznał cały świat. Straciła to, co miała najcenniejsze, własną prywatność.
REKLAMA
27 września 2009 roku był dniem, w którym całe życie Samanthy Geimer zostało wywrócone do góry nogami. Tego dnia szwajcarska policja aresztowała Romana Polańskiego. Dorosła już kobieta nie mogła analizować powracających wspomnień, musiała zająć się ochroną własnej prywatności i spokojnego życia własnej rodziny.
Historia Samanthy Geimer wydaje się być banalna w porównaniu ze współczesnymi doniesieniami medialnymi. Jest w niej jednak coś, co musi zmusić do zastanowienia. Oto bowiem dorosła już Autorka wcale nie uważa się za ofiarę, nie epatuje swoją krzywdą, nie robi z siebie ofiary, wręcz przeciwnie, Geimer uważa swoje życie za dość szczęśliwe, a to, co zdarzyło się feralnego dnia, kiedy miała trzynaście lat uznała za epizod ze swego życia, o którym wolałaby zapomnieć. Z tego więc względu czytelnik, który chciałby znaleźć sensacyjne oskarżenia czy wynikającą syndromu sztokholmskiego, próby usprawiedliwienia, srodze się zawiodą. Ot, historia zwykłego życia, zwykłej kobiety nad którą ciążyć będzie jeszcze przez długi czas zdarzenie z jej dzieciństwa. I tak należy traktować książkę Samanthy Geimer.
