Lata sześćdziesiąte
Jenny Diski
seria Twarze kontrkultury
Lata sześćdziesiąte Jenny Diski seria Twarze kontrkultury wydawnictwo Officyna

Szalone lata sześćdziesiąte. Lata, których wpływ na nasz światopogląd i naszą obyczajowość trudno przecenić. Jednocześnie lata smutne, przebiegające pod znakiem zupełnego odrzucenia racji starszych pokoleń i totalnej dekadencji ludzi młodych.

REKLAMA
Każde młode pokolenie musi się buntować. Bunt wpisany jest w charakter młodości. Ten, który nie odrzucał racji „zgredzików”, nie dorastał w przekonaniu niepodważalności własnych racji, stał się konformistą niewartym uwagi. Nic dziwnego, że bunt był także udziałem pokolenia ludzi, których młodość przypadła na lata sześćdziesiąte XX wieku. Jednak ten bunt był czymś zupełnie innym. I o tym właśnie opowiada Jenny Diski.
Czy ubiór, muzyka, narkotyki i czytana literatura nie były tylko fasadą kryjącą inne sposoby percepcji świata? To pytanie musi nasuwać się w czasie lektury pierwszego z tomików nowej serii Twarze kontrkultury. Autorka pierwszej pozycji z tej serii, Jenny Diski, dorastała w latach sześćdziesiątych XX wieku. Były to lata buntu przeciw temu, co przyniosły wybory starszych pokoleń. II wojna światowa nie stała się ostatnim zbrojnym konfliktem światowym, zimna wojna co chwila przeradzała się w mniej lub bardziej długotrwałe starcia Wschodu i Zachodu, półkula zachodnia nie rozwiązała swoich problemów społecznych, a na świecie coraz więcej państw domagało się przywileju samostanowienia. Młode pokolenie nie potrafiło zaakceptować życiowych recept przekazywanych przez rodziców i dziadków. Młodzi chcieli żyć po swojemu, podobnie jak żyli ich muzyczni i polityczni idole, chcieli pełnej wolności utożsamiając wolę „zgredzików” z dyktaturą, którą należy zwalczać.
Jak najłatwiej pokazać swą odmienność? Ubiór jest najprostszym wyróżnikiem. Jak cię widzą, tak cię piszą, mówi stare przysłowie. Ubiór jest rodzajem manifestu, w którym pokazujemy czy chcemy łamać konwenanse, czy popełniamy tylko faux pas. Wyrażenie buntu swoim ubiorem jest co prawda najszybciej zauważalne, jednak to tylko wstęp do prawdziwego sprzeciwu. W dalszej kolejności idzie przełamywanie stereotypów obyczajowych, poczucia fałszywego wstydu związanego z własną seksualnością i walka z dulszczyzną. W walce tej oparciem może być odpowiednia muzyka i niszowa literatura.
Jak sami widzimy, droga Autorki była podobna do drogi, którą wszyscy kiedyś przemierzyliśmy. Każdy z nas chciał wyróżnić się z tłumu ubiorem, słuchał muzyki, która miała go odróżnić od otoczenia, głosił swoje manifesty polityczne, z których dumny był tym bardziej, im bardziej odstawały od przyjętych przez otoczenie. Co jest więc takiego w tych latach sześćdziesiątych, że były one kamieniem milowym kontrkultury? Czy tylko to, że były okresem zmasowanego buntu młodych? A może dlatego, że każdy kolejny bunt, był konsekwencją sprzeciwu dzieci-kwiatów? Każdy z nas musi sobie sam odpowiedzieć na te pytania.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?