Teresa Torańska
Smoleńsk
Teresa Torańska Smoleńsk Wydawnictwo Wielka Litera

Trudno znaleźć wydarzenie w historii Polski, które w równy sposób spolaryzowało nasze społeczeństwo co katastrofa smoleńska. Właściwie społeczeństwo podzieliło się na trzy obozy : pierwszy uważa, że katastrofa była wynikiem zamachu, drugi argumentuje, że była splotem nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, trzeci zaś jest zmęczony ciągłym wałkowaniem katastrofy i uznaje ją za temat zastępczy, którym opozycja stara się zaistnieć w mediach i świadomości społeczeństwa. Zwolennicy tezy o zamachu wysuwają pseudonaukowe argumenty, które obalić może absolwent gimnazjum i które wzbudzają uśmiech politowania. Podział społeczeństwa na smoleńskie obozy przewidziała tuż po katastrofie Teresa Torańska. Ta rasowa dziennikarka postanowiła spisać relacje świadków po to, by zostawić następnym pokoleniom dokument obalający parówkowo puszkowe teorie.

REKLAMA
O ile bomba elektromagnetyczna czy hel opadający na ciała można było wytłumaczyć ignorancją naukową, o tyle badania puszkowo parówkowych i „pijuuu-bziuuuu” są wynikiem parcia na szkło, swoistej chęci zaistnienia czy to w mediach czy to wśród ludzi, którzy przyjmą za dobrą monetę wszystko, co potwierdzi ich wizję świata i rzeczywistości.
Schorzenia psychiczne czy zwykły cynizm? Na to pytanie dziś trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Jaki mamy skutek? Mówienie o Smoleńsku jest dziś passe, ten, kogo interesuje ten temat uważany jest za oszołoma przez jednych lub zwolennika generał Anodiny przez drugich. Gdzieś w całym medialnym szumie i internetowych memach zaginęli ci najważniejsi. Umknęli nam pasażerowie i członkowie załogi samolotu Tu 154M. Sprowadzeni zostali do roli rekwizytów w walce politycznej, walce o głosy, poczytności prasowych artykułów, walce o wpływy i co za tym idzie, pieniądze.
„Trumny będą otwierane”. Świadomość nieuchronnego otwarcia polskiego piekiełka towarzyszyło prowadzonym przez Torańską rozmowom. Spisać więc należało słowa i wrażenia możliwie szybko, tak, by nie doszło do sterowania ludzką pamięcią. I Torańska to uczyniła we właściwy sobie sposób – jej rozmówcy mogą swobodnie wypowiadać swoje myśli, to oni prowadzą rozmowę, Ona jedynie słucha i czasami zadaje pytania. Z tego więc względu „Smoleńsk” jest zbiorem wielu indywidualnych relacji ludzi, których tak naprawdę dzieli wszystko łącznie ze spojrzeniem na przyczyny katastrofy.
Trudno byłoby sugerować, że Torańska przewidziała wszystkie dyrdymały, które wypowiedziano przy okazji badania przyczyn katastrofy. Hel, który opadał na ciała, bomba elektromagnetyczna, parówki, puszki po napojach trudno rozpatrywać w innym kontekście niż kpiny z narodowej tragedii. Z całą pewnością komisja, która robi wszystko, by zohydzić pamięć o 10 kwietnia 2010 nie wyczerpała jeszcze swej pomysłowości.
Jeszcze nie raz przyjdzie nam czytać pseudonaukowe dywagacje pisane pod polityczne potrzeby i dziwić się, że znajdą się ludzie, którzy tym dywagacjom dają wiarę. Z pewnością jeszcze nie raz zostaną rozgrzebane rany rodzin ofiar katastrofy. Jednego nie uda się jednak wykreślić z pamięci- spisanych relacji i wypowiedzi. Jeśli za kilka lat usłyszymy teorię, że w Warszawie wylądował pluton specnazu, który porwał 96 obywateli Polski i przeprowadził spektakularne rozbicie samolotu, książka Torańskiej może być jedynym dowodem przeczącym wszelkim bzdurom.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?