
Dwanaście słów. Tyle podobno potrzeba by przekazać cały sens dnia codziennego. Takie credo życiowe wyznaje podstarzały nauczyciel muzyki. Czy ma rację?
REKLAMA
Peerelowska prowincja. To tam żyją bohaterowie dramatu stworzonego przez Jana Jakuba Kolskiego. Prowincja, miejsce, gdzie mieszkają ludzie skrzywdzeni, połamani życiem, tęskniący za zwykłym, codziennym szczęściem a jednocześnie potrafiący być niezwykle okrutni. W tej scenerii splatają się losy Marianny, Fryderyka, Ireny oraz Rudzińskiego, lokalnego aparatczyka, który śni o błyskotliwej karierze, służbowym mieszkaniu i samochodzie z kierowcą. Każde z tej czwórki skrywa w sobie rany przeszłości. Marianna stara się zapomnieć o traumie wywołanej wojną, Irena szuka seksualnego zaspokojenia, a Rudziński rozpamiętuje niegdysiejsze sukcesy zawodowe. Najciekawszym z nich jest jednak Fryderyk. Fryderyk jest muzykiem, który rozpamiętuje utracony przed laty raj, Afrykę, w której się urodził i dojrzewał, Afrykę, która nadal w nim tkwi.
Marianna gnana pragnieniem odnalezienia wyimaginowanego boga porzuca klasztor i wkracza w życie ludzi, którzy żyją sobie w wygodnym trójkącie seksualnym. Dla Rudzińskiego układ ten jest wygodny, nie musi bowiem spełniać wymagań seksualnych swej żony, to Fryderyk przejmuje jego zadanie. Najbardziej pokrzywdzona w tym układzie jest Irena, bo to ona angażuje się emocjonalnie w ten chory związek i z przerażeniem przyjmuje pojawienie się nowej kobiety w otoczeniu Fryderyka. Tragedia, do której dochodzi jest nieunikniona. Ale to właśnie ta tragedia odsłania mroczną tajemnicę Fryderyka i prawdziwe motywy, którymi kieruje się Marianna.
Jak Jakub Kolski po raz kolejny udowodnił, że jest nie tylko wybitnym reżyserem i scenarzystą, ale też prozaikiem. Realizm języka, kompletność scen i umiejętność budowania napięcia uwiarygodnia fabułę książki. Czytelnik ma wrażenie, że nie czyta książki, tylko ogląda jej akcję. Tak naprawdę to „Dwanaście słów” jest gotowym scenariuszem filmowym, a zadaniem czytelnika staje się dopasowanie aktorów, którzy najlepiej odtworzyli by powierzone im role. Nawet momentami wulgarny język, jakim posługują się bohaterowie książki nie razi czytelnika. Czy wśród nas znajduje się ktoś, kto nigdy nie przeklinał? Przecież zazdrość, pożądanie, przekleństwa a nawet załamania stanowią naszą codzienność pełną upadków i wzlotów. I to o tym tak naprawdę pisze Jan Jakub Kolski.
